Historia "Artysty"

Rok 1945. Wojna już się kończy. Każdy na zachodzie jest szczęśliwy , że przeżył. Ja nie i moi koledzy nie byliśmy. Jesteśmy ze wschodu. Z Syberii. Nigdy nie lubiliśmy tego ponurego miejsca. Specjalnie kiedy czerwoni kazali nam tutaj pracować. Głód był wszechobecny. Pewnego dnia ja z Damianem, Jaśkiem mieliśmy dość. Postanowiliśmy zabić strażników i uciec. Sami nie wiedzieliśmy gdzie ale gdzieś daleko stąd.

Dnia 19 Stycznia kiedy na inspekcje przychodził strażnik do naszej "celi". Kiedy wszedł uderzyłem go z całej siły. Kiedy leżał zacząłem go dusić. Jedyne co zdążył powiedzieć to "Я проклинаю тебя!". Umarł szybko. Zabrałem jego broń Damian jego mundur. Jednak była sroga zima a ja i koledzy głodowaliśmy postanowiliśmy szybko zjeść niektóre z jego części ciała. Kiedy wyszliśmy dzieliło nas od wyjścia około kilometra, a każdy metr był strzeżony przez 1 ochroniarza. Na szczęście z tego ,że jestem artystą znam się na sztuce kamuflażu. Z tego co miałem czyli śniegu ,lodu i patyków zrobiłem dla mnie ,Damiana i Jaśka coś podobnego do kombinezonu. Trzymał się mnie co dziwne lepiej niż własna skóra. Nie czułem zimna. Może to od mojego wyczerpania. Czołgaliśmy się. Nagle słyszę jak około 12 żołnierzy czerwonych biegnie do naszej celi. Nagle ich dowódca krzyczy: "Где они?" tak głośno ,że sam Stalin by usłyszał. My się dalej czołgamy. Nagle ktoś nadepnął na mnie. Ja co dziwne nic nie poczułem. On też. W końcu wyszliśmy z tego piekła. Siedliśmy gdzieś na ławce ,żeby odetchnąć. Damian zdjął swój "kostium" i w tej samej chwili dostał strzał w głowę. Ja z Jaśkiem szybko padliśmy na ziemię. Usłyszeliśmy głośny śmiech i słowa: "У меня есть насекомое!".
Zabraliśmy ciało Damiana do jakiejś groty około 16 metrów od obozu. Zjedliśmy jego ciało Jasiek wziął strój komisarza I broń a ja zostałem w moim kamuflażu. Ogólnie przez niego już bólu nie czułem. Wstaje. I idę gdzieś na zachód w stronę mojej ojczyzny. Nagle czuje jakby coś przebiło się przez moją głowę. To byłą kula. Wystrzelony przez Jaśka. Nie wiedział czy jeszcze żyje czy nie ale powiedział do mnie parę słów: "предатель нашей нации.". Odszedł w stronę obozu. Jego dalszej historii nie znam. Prawdopodobnie jak to zdrajca został dźgnięty w serce. Jednak ja żyłem. Nie wiem jak do tego doszło. Mróz był około -50 stopni Celsjusza. Wstałem i ruszyłem na zachód.

Po około 19 godzinach chodzenia znalazłem wioskę. Drewnianą. Wszedłem i zobaczyłem jak szybko przychodzi do mnie jakiś umundurowany człowiek i mówi: "Документы собеседника." Ja szybko się oglądam i z tego , że nie miałem nic przy sobie a nie chciałem zostać znowu postrzelony dałem mu w pysk. Jednak stało się coś dziwnego. Nie upadł. Ale zamienił się w kolczastą rzeźbę. Nie ruszał się. Ludzie zaczęli szybko krzyczeć coś, jednak ja ich nie słuchałem. Uciekłem. Wchodząc do jakiejś groty zacząłem myśleć co się stało? Po około 2 dniach wstałem i zacząłem rozumieć , że nie jestem już człowiekiem. Jestem czymś lepszym. Ale nadal lubię malować i rzeźbić. Kiedy 3 dnia wyszedłem z groty poszedłem znowu do tego miasteczka. Z daleka widziałem moją rzeźbę. Zabrałem ją ze sobą. Był już trzeci dzień od kiedy nic nie jadłem , nie piłem ani nie spałem. Ale było ze mną wszystko w jak najlepszym porządku. Wszedłem do jakiejś chaty. Była tam impreza. Alkohol. Głównie to. Było tam około 10 ludzi. Postanowiłem , że się trochę pobawię ich ciałami. Uciekł mi przez okno jedna osoba. 19 Latka prawdopodobnie. W chacie było całe moje muzeum. Mogłem robić z nimi co chcę. Wyginałem im ręce, głowy i tak dalej. Postanowiłem , że co z tego , że już nie jestem człowiekiem. Los postanowił , żebym miał lepsze życie od ludzi. Dnia następnego wróciłem do obozu. Pamiętam jak do dziś ile miałem w sobie strzał. Ale najlepszy widok był tych wszystkich rzeźb. Te przestraszone , czasem wesołe twarze. Nie było mi ich szkoda. Poszedłem dalej. Już nie na zachód. Wiedziałem ,że tam jest cywilizacja i tam mogą mnie bardzo szybko złapać. Poszedłem dalej na wschód. Przechodziłem przez różne wioski. Niektórzy ludzie co dziwne jak przychodziłem do ich wioski to już mnie znali. Co dziwne nie uciekali. Chyba mnie bardziej lubili niż cały ten ich "Komunizm". Pomagałem w tym ludziom. Niektórzy nazywali mnie stworzeniem. Niektórzy wybawcą, a nawet bohaterem. Wiodłem takie życie aż do 2016. Bo w tym właśnie roku mnie złapaliście. Nie mam wam tego za złe. W końcu jakaś chwila spokoju i mogę się skupić na dokładniejszym robieniu moich rzeźb. A i tak dobrze usłyszałeś. Mam… hmm…Ile mam lat? Chyba w 2018 kończę 67 lat. Wow. Ale ten czas mija co nie doktorze Intell? Ciekawe… A właśnie uważaj na siebie. Nigdy nie wiadomo co ci się może przytrafić doktorku. A czas leci i leci.

Bo czas nieustannie leci.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License