Lubię kakałko na zimno
ocena: 0+x

Był już wieczór, kiedy żołnierz wszedł do gabinetu psychiatry. Wymienili się pierwszymi grzecznościami i usiedli do rozmowy.

- Co cię do mnie sprowadza? - zagaił lekarz.

- Ja, ja chyba już sobie nie daję rady, bo po prostu chyba…

Miernej postury doktor patrzył, jak wielki żołnierz gnie i kuli się przed nim jak dziecko przy rozgniewanym rodzicu. Sprawiało mu to przyjemność. Wiedział, że można by to nazwać sadyzmem, ale poznał dość ludzi by wiedzieć, że dla każdego człowieka przyjemna byłaby taka władzą jaką on ma nad każdym swoim pacjentem, nawet jeśli większość to ukrywa lub nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Mimo to jego zadaniem było pomagać, więc spokojnym głosem przerwał żołnierzowi mówiąc:

- Nie musisz się martwić, jesteś moim ostatnim pacjentem na dzisiaj, więc mamy czas. Jeśli potrzebujesz posiedzieć w ciszy by coś powiedzieć zrozumiem.

Przez kilka minut siedzieli, to patrząc na siebie to w podłogę, aż żołnierz jakby wytężając wszystkie swoje siły otworzył usta i bardzo powoli powiedział.

- Ja bardzo się bałem tutaj przychodzić. Widziałem moich towarzyszy, którzy wracali po terapii amnezyjnej, nie pamiętając nic prócz służby. Byli też tacy którzy utrzymywali się tylko dzięki silnym uzależniającym lekom. W końcu byli ci, którzy żyli ciągle w pośpiechu to wypoczywając, to jeżdżąc na misje. Doktorze, ja nie chcę tak żyć.

- Rozumiem, ile lat służysz w Fundacji?

- Sześć lat, z czego rok byłem w rezerwie bez przydziału do żadnego MFO.

- To szmat czasu, nie masz się o co martwić. Silne terapie to margines, większość po prostu potrzebuje odpoczynku, wakacji, a potem wracają do służby jak nowo narodzeni.

- Tylko że ja doktorze, bardzo nie chcę tam wracać. To naprawdę straszne ja byłem w takich miejscach i robiłem takie rzeczy! - mówił coraz szybciej i głośniej

- Spokojnie, mamy czas - uspokajał doktor - poczekaj chwilę, pomyśl i zaraz mi wszystko opowiesz.
Znowu siedzieli kilka minut patrząc na siebie bez przerwy, a żołnierz zaczął opowiadać.

- To była skomplikowana misja. Anomalia znajdowała się na froncie jakiejś wojny, nie wiem, nie dają nam zbyt wielu informacji z nieanomalnego świata. Mieliśmy zająć teren, zabezpieczyć anomalię, a jeńcom z wyczyszczoną pamięcią odesłać do szpitali polowych furgonetkami z wymalowanym czerwonym krzyżem. Pech chciał, że w trakcie walk amnestyki uległy uszkodzeniu. Nie mogliśmy tak puścić jeńców, więc dowódca kazał ich wszystkich zabić.

- Rozumiem, że to dla ciebie traumatyczne. Ale tak często wyglądają wojny, robimy to z konieczności…

- PAL LICHO KONIECZNOŚĆ! - przerwał mu żołnierz - Czy to z karabinu, czy z artylerii, nigdy nie liczyłem ilu zabiłem. Ale wtedy kiedy oni na mnie patrzyli. Widziałem ich oczy kiedy podrzynałem im gardła. Doktorze, nie chodzi o to, że ich zabiłem. Chodzi o dziką przyjemność jaką mi to dało.

Jego słowa wybrzmiały w ciszy jaka po nich nastała. Tym razem przez cały czas milczenia patrzyli sobie głęboko w oczy. Lekarz widział desperację, a żołnierz zaciekawienie.

- Może cię to zdziwić, ale nie czuję do ciebie wstrętu, odrazy ani pogardy - zaczął mówić lekarz - jako jeden z niewielu obdarzonych taką sadystyczną cechą wykorzystałeś ją dla dobra całej ludzkości. Niestety, ale w Fundacji potrzebujemy także takich jak ty, zasilają oni tę zimną powłokę okrucieństwem, które jest czasem konieczne dla większego dobra. Wrócisz stąd pamiętając wszystko o czym mówiliśmy, a najpewniej nawet nie będziesz potrzebował leków. Przypiszę ci trzy miesiące odpoczynku w strefie rehabilitacyjnej czwartej i skierowanie na terapię z psychologiem.

Po tych słowach lekarz spojrzał pytająco na żołnierza, który jakby nie wierzył, że ktoś może zaakceptować jego bestialstwo. Tak z marszu otrzymał zrozumienie, na które sam chciał ciężko pracować.

- D-dziękuję - wyjąkał tylko, zabrał skierowanie i wciąż zamurowany wyszedł.

Psychiatra już miał powiedzieć "do zobaczenia", ale w ostatniej chwili ugryzł się w język. On już wiedział, znał takich jak ten żołnierz. Zawsze z czasem wracali, za każdym razem z większym problemem. Ale ten akurat agent nie musi o tym wiedzieć, niech cieszy się myślą o pomocy jaką otrzyma, póki jeszcze ma nadzieję.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License