prace kubina22

Był to zwykły dzień w placówce fundacji SCP. Nikt nie spodziewał się, że dojdzie do największej tragedii w historii fundacji. Obiekt SCP-173 uciekł w tedy mogłem liczyć się jedynie ze śmiercią, I tu zaczyna się moja historia:


Obudziłem się, wstałem i poszedłem do pracy, niby nic niezwykłego nieprawdaż? Okazało się, że jako naukowiec z trzecim poziomem dostępu i znajomością języka angielskiego, zostałem przydzielony do placówki w Ameryce. Oczywiście zostałem wcześniej poinformowany o tym, że tam trafię na miesiąc, żebym mógł się zebrać i tam polecieć. Więc jak tam dotarłem, zostałem przydzielony właśnie do obiektu SCP-173, tak na kontrolowanie żeby pracownicy klasy D nie opieszali się w swojej robocie, wszystko szło pięknie, trzech „ochotników” zostało „wybranych” przez ochroniarzy. Po wpuszczeniu do przechowalni pracowników klasy D, wielkie pancerne drzwi zostały zamknięte! No właśnie nie bardzo, bo mechanizm był uszkodzony, co obiekt SCP-173 wykorzystał od razu wywołując oślepienie na wszystkich wokół. Potem zobaczyłem jak dwóch pracowników klasy D leży martwych, a jeden próbuje uciec. Co prawda nie miałem o tych pracownikach dobrego zdania, w końcu trafili tu za swoje złe czyny. Chociaż niektórzy złapani seryjni mordercy, nie trafiali tu, tylko jacyś kieszonkowcy i tym podobni, ale odważyłem i krzyknąłem do niego:
-Ej ty zaczekaj! Już wole być posądzony o próbę uwolnienia klasy D niż tu marnie zginąć!
-A ty co naukowcu, nagle swojego podwładnego prosi o pomoc nic z tego - odpowiedział.
-Nie no błagam zachowuj się albo tu zginiemy albo…
-Też zginiemy, tylko razem - odkrzyknął i uciekł.
Zacząłem za nim biec, serce biło mi jak szalone, bo wiedziałem, że za każdym rogiem czai się śmierć nareszcie znalazłem go, jedyne co zacząłem słyszeć gdy spostrzegł się on, że jest za nim człowiek to „MRUGAM” i za chwile znowu „MRUGAM” dopiero spostrzegłem że przed nim stał SCP-173 i że sam personel klasy D był weteranem, zdziwiło mnie, że w Ameryce klasa D może żyć tak długo żeby osiągnąć status weterana swoje klasy, w ogóle u nas w Polsce nie było o nie ma takiego czegoś jak weteran klasy D, ale bez większego zdziwienia zacząłem też informować kiedy mrugam. Na szczęście udało nam się wycofać to tak zwanego „heavy contain zone" co można tłumaczyć jako ciężka strefa przechowawcza chociaż nie wiem czy było to szczęście czy niefart niestety nie przeszliśmy dalej bo jak na jakiś gniew boski okazało się że trzeba karty dostępu poziomu czwartego ,a ja miałem piepszoną trójkę chciało mi się przeklinać zanim nie wpadłem na wybicie szyby niestety była mocniejsza niż się zdawało na szczęście w pokoju kontrolnym który oddzielała nie pancerna szyba był łom więc ją wybiłem i wziąłem go potem wziąłem zamach i słyszę zza siebie „MRUGAM” jak mi serce stanęło patrzę się w stronę w którą patrzył się personel klasy D i widzę go tego przeklętego czarciego pomiata który jak na złość pojawił się w środku przejścia niestety musieliśmy patrzeć oboje tak chwila czasu mija nawet zapytałem się o imię on mi odpowiedział że nazywa się Jan Zmoicki i pochodzi z Polski, on też spytał mnie o imię i nazwisko to mu powiedziałem że nazwiska nie chce mówić więc powiem jemu tylko imię i kraj z którego pochodzę no to odpowiedziałem jemu, że jestem Krzysztof, ale może mi mówić na mnie Krzysiek powiedziałem też, że jestem tak jak on z polski. Nagle Jan kichną, a ja ze strachu niestety na chwile zamknąłem oczy i wtedy stało się coś dziwnego SCP-173 zniknął a w jego miejsce pojawiło się ogromne gadowate coś co zaczęło na nas biec z olbrzymią prędkością i wtedy zacząłem przypominać sobie jak czytałem archiwa SCP i nagle krzyknąłem:
- SCP-682! Szybko padnij!
Nagle obudziłem się nie pamiętając co się działo, ale wiedziałem, że coś złego. Leżałem w tych przeklętych drzwiach już otwartych, a raczej wyważonych czymś ciężkim i rozpędzonym, wtedy przypomniałem co się działo i zobaczyłem ciało Jana też leżącego, niestety nie miał takiego szczęścia miał skręconą kostkę oraz krwawiła jemu noga na szczęście miałem przy sobie apteczkę więc krwawienie zatrzymałem a kostkę usztywniłem po chwili Jan też się ocknął i spytał co się stało ja mu z radością powiedziałem, że przeżyliśmy „spotkanie” z SCP-682 on odpowiedział uśmiechem wymieszanym z bólem po otrzymanych urazach. Ja jako ,że jednak z natury jestem pomocny i nie zostawiłbym człowieka tutaj na pastwę losu to pomogłem mu przejść dalej.
- Coś tu za cicho jak na miejsce przechowywania najgroźniejszych obiektów, nawet obiektu klasy Euclid by tu nie wrzucili mi to raczej wygląda jak miejsce przechowywania bezpiecznych podmiotów a nie Keter’ów – zagadałem do Jana
- no trochę – odpowiedział z jęknięciem i tak od niechcenia
- Ej ty też czujesz ten smród?
- Tak – odpowiedział z zaniepokojeniem
I wtedy zobaczyłem czarną plamę na ścianie coś czego nigdy nie chciałem zobaczyć w życiu, zacząłem uciekać dalej pomagając Janowi i wtedy zobaczyłem to. Humanoida postury starszej osoby sam on był cały czarny a przy tym błyszczący jak rybie łuski, a z jego ciała wyciekała czarna lepka maź która powodowała rdzewienie metalu skręcam w tunel po prawej. Po przejściu w tunel po prawej pobiegłem jakieś 20 metrów prosto i skręciłem w lewo do drugiego wyjścia niestety jak głupek zapomniałem że ten SCP-106 przenika przez ściany pozostawiając czarną plamę czyli to co widziałem wcześniej i oczywiście on tam był, nie wiedziałem co robić i nagle słyszę „MRUGAM” odwracam się i widzę SCP-173. Już nie wytrzymałem wziąłem ze sobą Jana i pobiegłem do wyjścia z „heavy contain zone” przechodząc obok SCP-106! Nie wiem jak to zrobiłem jeszcze z kulejącą osobą ale udało się. „Jakiś cud” powiedziałem „Znalazłem kartę poziomu czwartego dzięki temu możemy pójść dalej” krzyknąłem do Jana ,który po części stał się moim kolegą. Dotarliśmy do przejścia na strefę nie wiadomo jakiej nazwy bo tabliczka odpadła ale wiem, że dla mnie ostatniej. Serce mi biło z radości w mózgu szalała burza głosów które miały opisać moją radość. Nareszcie! Już to koniec tej katorgi gdy przez głośniki w placówce słyszę „Uwaga! Wkraczają oddziały Mobilnych Formacji Operacyjnych. Cały personel proszę o udanie się do bramy A bądź bramy B” serce zaczęło mi znowu bić nie z radości lecz ze smutku, bo miałem poważny wybór albo poprosić MFO o pomoc i stracić kolegę z powodu iż był klasą D i pewnie by trafił jako mięso armatnie a ja uznany za kolejny obiekt SCP z powodu moich zdolności „przewidywania” z pozoru nieprzewidywalnych obiektów SCP albo unikać MFO i uciec z kolegą ale stracić przy tym pracę z powodu unikania fundacji i pomoc personelowi klasy D, chociaż jako SCP też byłbym przetrzymywany w klatce bez pracy. Jednak wybrałem opcję drugą i czając się w kafeterii czekałem na przejście żołnierzy MFO, gdy już przeszli wybiegłem z Janem do bramy A i za pomocą karty otworzyłem bramę potem zaczynam jechać windą w górę wychodzę a tam stoi odział MFO i zaczyna się pytać kim jestem, jak tu się odstałem, i co tu do jasnej cholery robi personel klasy D zacząłem odpowiadać podałem imię i nazwisko tu nie skłamałem dalej odpowiadam, że gdy wybuchł incydent byłem przy bramie więc chwile się gubiłem a potem znalazłem innego naukowca z którym szedłem do wyjścia, a tam zobaczyliśmy ciało personelu klasy D, a że mój przyjaciel miał zniszczony ubiór to mu dałem tą kurtkę z ciała personelu klasy D. Tu akurat musiałem skłamać jeśli chciałem żyć na szczęście uwierzyli i kazali nas odeskortować.


Po paru dniach dalej jako naukowiec spotkałem się z Janem on niestety został wykryty za próbę ucieczki i dalej był personelem klasy D, na szczęście nie uznali mnie za jego pomocnika. Powiedziałem mu, że jutro wracam do Polski. I tak właśnie tu jestem z takim doświadczeniem nabytym podczas tej ucieczki. Jak chcesz możesz już iść ja tylko dokończę moje piwo.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License