Sandbox Dr Platnicki
rating: 0+x

— Tak więc, Sakowski. Nie, nie będę mówił do ciebie po tytule agenta. Czemu? Cóż, może on niedługo ulec zmianie. Jak pewnie wiesz, jesteś tu z powodu wczorajszego incydentu. W skrócie, kazali mi dowiedzieć się, co się odjebało, że znaleźli cię nad ciałami całego twojego zespołu bez skipa.

— Gadasz jakbym nie wiedział że po tym i tak dostanę kulkę w łeb…

— Dobrze, ustalmy że ty mówisz co każę, a ja nie używam mojego pozwolenia na potraktowanie cię w każdej chwili prądem. Sprawiedliwe?

— Eh, więc tak. Czyli jednak mają tu ludzi którzy potrafią przesłuchiwać… Więc zaczęło się od tego
hangaru. Dostaliśmy ten raport z Podlaskiego o tej anomalnej broni, nie? No, i wysłali nas tam. Drugi skip też musiał już tam być, okna z cementu raczej nie są zwykłą częścią tamtejszych zabudowań. Musiał być kurewsko szybki, najpierw mieliśmy go pochwycić po tej stronie hali, ale ten już dawno dostał się do piwnicy. Poczekaliśmy na rozwój sytuacji. Wtedy usłyszeliśmy kroki. To musiała być jedna osoba, Krasiński chciał się na niego zasadzić. Nie było widać drugiego skipa, więc zaczęliśmy się przemieszczać w stronę kroków. Wtedy usłyszeliśmy że coś zaczęło się dziać w piwnicy. Ten gość musiał już tam być. Pobiegliśmy tam i oddaliśmy serię. Było słychać jakieś skrzeczenie, więc oddaliśmy serię w ciemność tego całego podziemnego magazynu. Wtedy spadły na nas z sufitu te zwłoki, pewnie sprzątacze już znaleźli. Krwawiły z oczu. Wtedy kroki tego człowieka się przybliżyły, schowaliśmy się za skrzynkami. Nagle pojawił się pierwszy skip. To chyba ten skurwiel tak skrzeczał… oddaliśmy mu parę strzałów w skrzydła. Nasz wywiad nie dowiedział się wszystkiego. Po nawiązaniu kontaktu wzrokowego z bytem moja broń niestety się rozpłynęła. Ten to wykorzystał i leci w moją stronę. Obok stała półka, szybko złapałem za coś na niej i wbiłem to w niego w ostatniej chwili. Ołówek. Chyba trafiłem w czuły punkt, bo się spłoszył. Wtedy usłyszeliśmy serię od tamtego gościa w skipa. Wtedy go zobaczyłem. Gość stał po drugiej stronie fabryki, miał w rękach jakieś źródło światła. Długi płaszcz, czarne włosy. Kurwa, mógłbym przysiąść że to był Zieliński. Ten z akcji z zakładnikiem z przed tygodnia. No wiesz, ten najemnik. Nie patrz się tak na mnie, wiem że on zginął. Sam to widziałem… Krasiński na niego wypadł i oddał serię. Ten zaczął pruć do nas, chyba miał pierwszy obiekt. Strzelał jakimiś muchami… wtedy Krzemiński gdzieś zniknął.

— Ale co z tym pierwszym skipem? Zabrał go tamten?

— To z tym było pojebane. Ktoś go chyba wynajął do zdobycia tego. Nie widziałem tego dokładnie, ale widziałem że był karabinem z mięsa. Pulsował, wypuszczając kolejne fale muszek. Postrzelał w tym Krasińskiego, wleciały mu do nosa, wtedy zrobił się czerwony… i wtedy… on…

— Sakowski! Kurwa, ale wymiotować podczas przesłuchania? Masz, chusteczka. Co się z nim stało?

— Zaczął się pocić dziwnym śluzem, po czym jego kończyny eksplodowały. Wtedy wyszły z niego te muchy. Rozbiegliśmy się po magazynie. Schowałem się za skrzynkami. Wtedy wrócił drugi skip. Ten ptak. Poczułem się wtedy dziwnie, przypomniałem sobie o paru rzeczach… odbiegłem od niego na kawałek. Wychyliłem się za skrzynek. Gdy upewniłem się że nikogo nie ma przy ciele Krasińskiego, podbiegłem do niego i zabrałem karabin. Biegł przede mną ten w płaszczu, to ja do niego serią. Położył się. Wtedy zobaczyłem że miał zwykły karabin a nie ten anomalny. Pobiegłem dalej żeby szukać reszty zespołu. Trafiłem do jakiegoś pokoju, był jakimś skrzyżowaniem korytarzy. Wtedy usłyszałem kroki. Wszędzie dookoła. Po prawej, po lewej, z przodu i z tyłu stał. Był wszędzie. Zacząłem do niego strzelać. Znaczy, do nich. Chuj tam, i tak nie wiem czym on jest. Oni, czy tam on, też zaczęli strzelać. Do mnie i do siebie. Jednego wziąłem z zaskoczenia i powaliłem, ale nie zabiłem, bo kolejny już do mnie biegł z nożem. Jeden korytarz był pusty. Tam zauważyłem tylko pulsującą lufę. Wiedziałem już co się działo. Coś sprawiło że myśleliśmy że jesteśmy nim. Zauważyłem to chyba pierwszy i w porę zacząłem uciekać. Z pomieszczenia za mną słyszałem tylko krzyki. Gdy tam wróciłem to już go nie było. I wtedy przyjechała reszta…

— Ah tak… myślę że w takim świetle zdarzeń raczej nie dostaniesz tej swojej kulki…

— Nie dostanę. Oh, jak miło. Tylko szkoda że rozgryzłem ciebie, i ty możesz ją dostać.

— Sakowski… Nie wstawaj z siedzenia!

— To twój kolejny trick, co?! Twoi ludzie po mnie przyjechali, i pewnie przebadają czemu te muszki mnie nie zabiły?!

— Agencie! Uspokój się, albo będę musiał wezwać ochronę!

— Chuj mnie ochrona! Gdzie twój płaszcz, co?!

— Ochrona! Uff, weźcie go już.

— Zabiłeś moich! MOICH!

— Zamknijcie go! Kurwa…

Za zgodą doktora █████, dnia ██-09-2013 agentowi polowemu Adamowi Sakowskiemu zostały podane Preparaty amnezyjne klasy B, w celu usunięcia możliwych działań anomalnych oddziałujących na jego psychikę. Preparaty zadziałały odpowiednio, a agent nie wykazywał już żadnych odstępów od normy w kwestii jego psychiki. Codziennie agent ma udawać się do psychologa, w celu ewentualnego zlokalizowania takowych.

Unless otherwise stated, the content of this page is licensed under Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License