Nieważne kim jesteś. I tak zrobią z ciebie SCP
ocena: 0+x

Nieważne kim lub czym jesteś. Oni zawsze wsadzą cię do pomieszczenia SCP by przeprowadzić na nich testy… Lub… Z ciebie zrobią SCP jak w moim przypadku…

Wszystko zaczęło się 29.██.2017 roku. To były moje 16 urodziny, właśnie wtedy mój tata przyprowadził mnie do placówki SCP. Zanim jednak to zrobił, pamiętam jak pozwalał czytać mi o nich raporty. Wiem też, że to zabrzmi wręcz absurdalnie, ale moim ojcem jest F██████r, tak więc… Co?

Oh wiem. Fundacja uwielbia kłamać. W tym przypadku było to uzasadnione, gdyż… Wiesz lepiej żeby nikt nie wiedział kim naprawdę jestem. Dlaczego więc znajdowałem się w głównej siedzibie Fundacji? Ciężko mi to obrać w słowa… Nie mogę powiedzieć, że to było dla mego "bezpieczeństwa", w końcu Fundacja to nie miejsce dla małych dzieci… Doktorze może i mam 17 lat, ale to nie oznacza, że jestem dzieckiem jak kiedyś.

Powtórzysz ? Jezu zadajesz strasznie dużo pytań. Jakbyś pierwszy raz mnie widział, przecież wiesz kim jestem i czym jestem… Jak to "Nie pamiętasz"??? Przecież to ja. Jestem ██, czyli SCP… um… Kuźwa nie pamiętam numeru… Cóż czy mogę zaliczyć się do Polskich SCP? Zostałem znaleziony, a bardziej "stworzony" w Amerykańskiej placówce, więc moje pochodzenie raczej nie ma nic to tego. Ostatecznie jestem też wpisany w Polskiej bazie danych.

Skąd to wiem? Długo by gadać, a nie mamy zbyt dużo czasu…

Lecz wracając do opowieści… Ojciec przyprowadził mnie do głównej placówki SCP, gdzie aktualnie prowadzone były badania nad nowym SCP. "Rzeźba" (jak wołali na niego naukowcy) wyglądał… no cóż… jak rzeźba. Dlatego tak go wołali. Do jego pomieszczenia zostało wpuszczone trzy [3] osoby.

Mieli oni pomarańczowe stroje, a każda z napisem "Personel D" na plecach. Ojciec nie opowiadał mi zbytnio o nich, lecz raz o nich wspomniał: "Personel D to banda kretynów i debili, którzy zgodzili się na udział w naszych badaniach".

Ojciec nigdy nie był do nich przyjaźnie nastawiony, bardziej czuł do nich obrzydzenie i wrogość.

Tak więc, kazano im spoglądać na SCP-███. Kiedy to nagle w pomieszczeniu zgasło światło, było słychać tylko… chrupnięcie? Jakby karku? Gdy zapalono światło, na ekranie komputera można było zobaczyć trzech nieżywych ludzi, a nad nimi SCP-███.

To właśnie był mój pierwszy eksperyment z SCP. Tata, a raczej SCP-00█ przydzielił mnie do nijakiego Dr. Bright'a, który nosił SCP-963 na szyi. Z tego co słyszałem, a bardziej czytałem. Jego umysł jest uwięziony w tym amulecie1. Zanim jednak ojciec wysłał mnie do placówki, powiedział mi, że działam tam "pod przykrywką" oraz nie mam nikomu wspominać, bądź mówić, że jestem jego synem. Mówił, że to mogłoby spowodować niemałe zamieszanie wśród naukowców. Dlatego jedynie kto o tym wiedział to Rada O5, Dr. Bright (chodź… on jakoś sam się domyślił… nie wiem jak) oraz dyrektor Placówki.

Dr. Bright i ja bardzo dobrze się dogadywaliśmy. Mimo, iż jego zaangażowanie w SCP nie było takie samo jak moje, to i tak z chęcią prowadziliśmy eksperymenty. Pewnego razu został do nas przyprowadzony nowy SCP.

Nie pamiętam jego numeru. Lecz pamiętam co mi zrobił. Mam o tym opowiedzieć? Mogę, ale nie obiecuję, że powiem wszystko, wciąż nie pamiętam wielu rzeczy.

Tak więc, zaczęło się to w… Piątek jak pamiętam. Właśnie skończyliśmy jeden z eksperymentów, który udowodnił, iż anomalia SCP-███ to… Absolutnie NIC. Ta rzecz, ta maska! To nie robiło absolutnie niczego! Zastanawiałem się tylko dlaczego ta maska do nas trafiła. Niby zrobiła coś jakiemuś facetowi (został on oczywiście poddany terminacji). Ale jakoś nie chciała tego powtórzyć na naszych testach. Aż do tego eksperymentu… tego, w którym brałem udział.

Byliśmy przekonani, że to będzie kolejny z naszych eksperymentów typu: Personel D wchodzi > zakłada maskę > informuje że nic się nie dzieje > odkłada maskę > wychodzi. Tak miało oczywiście to wyglądać. Na prawdę wyglądało to tak:

Wszedłem do pomieszczenia SCP-███, na samym środku znajdywała się maska (właśnie ten SCP). Podszedłem do niej, pewny, że nic mi nie będzie, z myślą, że to będzie kolejny nieudany eksperyment. Podniosłem ją i usłyszałem twój głos: "Dobra, załóż tą maskę i miejmy to już z głowy".

Włożyłem maskę na twarz a po kilku sekundach… Wszystko zrobiło się czarne.

Popełniłem wtedy największy i najgłupszy błąd w moim życiu. Oczywiście ten SCP to raczej nie był SCP-0352… Raczej… Nie wiem… Chwila. Przecież macie tą maskę w innym sektorze! Więc dlaczego ciągle dopytujesz się czy to 035???

Mniejsza z tym. Tak więc, byłem w śpiączce farmakologicznej przez około… 5-7 dni. A gdzie się obudziłem? Nie zgadniesz. Było to pomieszczenie wykonane z betonu, a w nim drzwi zamknięte z jednej strony. W pomieszczeniu znajdowały się dwie [2] kamery, każda rozmieszczona po dwóch stronach pokoju, wpatrzone we mnie. Wiedziałem, że to co się ze mną stało nie było dobre.

Zauważyłem, że mam SCP-███ na twarzy. Próbowałem zdjąć tą maskę, ale bez skutku. Jakby była do mnie przyklejona.

Dopiero po tym jak wpuszczony został do mnie pracownik klasy D, uświadomiłem sobie, że zostałem SCP. Wzbudziło to we mnie niepokój jak i zarazem mały gniew. Pomyślałem tylko: "Jak mogli zrobić ze mnie SCP?!"

Z dnia na dzień było coraz gorzej. Eksperymenty, które przeprowadzały były to coraz boleśniejsze, a przesłuchania coraz głupsze i pozbawione wszelkiego zainteresowania. To uświadomiło mi, jak JA traktowałem SCP. Wtedy to postanowiłem, że za wszelką cenę pomogę wszystkim SCP uciec z tego "więzienia".

Gdy dyrektor placówki się o tym dowiedział. Zabrał mnie do innej celi, gdzie tam podano mi środek amnezyjny klasy █. Gdy to zrobił. Nastąpiło przełamanie zabezpieczeń", każdy SCP zaczął uciekać. Co postanowiłem też i ja. Oczywiście próbowano mnie złapać, lecz bez skutku.

Powoli traciłem pamięć, byłem to coraz bardziej zagubiony i zdezorientowany. Nie wiedziałem już, czy tam gdzie idę to właśnie droga ku mej wolności. Po drodze oczywiście pomagały mi SCP. Nie każdy, gdyż niektóre mnie pamiętały i chciały mnie zabić ze me czyny. Ja niestety ich nie pamiętałem, dlatego też z każdą sekundą bałem się coraz bardziej.

Ostatecznie uciekłem z placówki do lasu znajdującego się tak… 20 km dalej. Tam już straciłem całą pamięć. Placówka do dziś nie może mnie odnaleźć, mimo, że nawet nie wiem że mnie szukają.

Dlaczego opowiadam ci tą historię, skoro nie pamiętam co się wydarzyło? Cóż… Chcesz to wiedzieć?

Powiem tylko tyle… Ta maska… Zapamiętuje wspomnienia. To właśnie pomogło mi uciec. Oh… Nagle stałeś się bardziej zainteresowany rozmową? Heh… przepraszam Jack. Ale nasza rozmowa dobiegła końca…

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License