Inne
ocena: 0+x

W świecie zwierząt czyny decydują o przetrwaniu.
W świecie ludzi zaś bezczynność.
Czy jesteś w stanie odróżnić, w którym świecie obecnie się znajdujesz?

Dwie postacie siedziały w zadymionym pomieszczeniu. Było to małe, studenckie mieszkanie w bloku. Podział na pokoje właściwie nie istniał: jedynymi strefami prywatności było łóżko oddzielone ścianą od reszty pokoju i, naturalnie, łazienka. Przy drzwiach wyjściowych była mała sekcja spełniająca funkcję kuchni: kuchenka, lodówka i wysoki blat, wszystko przyozdobione dużą liczbą częściej lub rzadziej używanych szafek, półek i kredensów. Samo mieszkanie było zachowane w dość dużym nieładzie, ale wyraźnie można było wskazać miejsca najczęściej używane: biurko z komputerem, wersalka przy oknie i stolik jej towarzyszący, no i lodówka. Mimo uchylonego okna i źródła dymu, siedzącego tuż przy nim, w całym pomieszczeniu oczy gryzł odór nikotyny, i czegoś jeszcze. Stojący tuz koło butów worek z niechęcią spoglądał na leżące tu i tam puszki, którymi i tak był wypełniony.

Osobą siedzącą na oparciu wersalki, flegmatycznie wypuszczającą dym w stronę szpary w oknie, był młody, dobrze zbudowany, acz chudawy, mężczyzna. Długie, zaniedbane włosy wyraźnie gryzły się ze starannie uczesaną bródką. Pozostałości młodzieżowego trądziku skutecznie były maskowane przez zmarszczki zmęczenia, a może i zdenerwowania. Mimo przebywania we własnym mieszkaniu, mężczyzna nie przejmował się trzymaniem wątpliwej czystości glanów na wersalce czy strzepywaniem popiołu na parapet. Wystarczyło to przecież zdmuchnąć, a i tak po imprezie potrafi zastać większy bałagan.

Drugą osobą była wyraźnie młodsza, jak na swój wiek dość urodziwa, dziewczyna. Stanowiła kompletne przeciwieństwo towarzysza: zadbane blond włosy, drobna, delikatna budowa ciała, gładkie lico. Każdy mężczyzna, widząc ją, mógłby powiedzieć o niej "córeczka": była tak niewinna i taka krucha. Mimo tych skrajnych różnic, obydwie postacie były ubrane w tym samym stylu: gruba, ciężka kurtka wykonana ze skóropodobnego materiału, tanie bojówki przemycone przez ukraińskich imigrantów, stare, zniszczone glany i koszulka z napisem jakiegoś zespołu i barwnym obrazkiem, na którym dominowały kolory czerwieni.

Dziewczynie wyraźnie przeszkadzało zachowanie, jak można było wywnioskować z wtulenia się w prawą nogę, jej partnera. Nie chciała jednak nic mówić: nie przyszła tu, aby się kłócić. Jako młoda, wciąż targana emocjami i dorastaniem kobieta, wciąż była naiwnie zakochana: liczyła się dla niej miłość, sam jej fakt, a nie forma czy obraz. Owszem, drażnił ją dym. Drażniła ją suchość mężczyzny. Jego apatyczność. Ale, w rzeczywistości, było to też to, co ją pociągało: ten brutalny, pozbawiony zasad świat dorosłych.

Wyrzucając peta, mężczyzna spojrzał w dół, na swoją dziewczynę. Początkowo nie podobała mu się jej prośba, aby palił przy uchylonym oknie, jednak teraz, z tej perspektywy, zaczął dostrzegać plusy tej sytuacji. I to nawet dwa plusy. Starał się nie patrzeć na jej twarz: nie chciał zniszczyć sobie nastroju, nie po to po nią zadzwonił tego wieczoru. Przez chwilę rozważał, czy zgasić światło. Uznał jednak, że nie chce mu się wstawać i iść tych kilku metrów, a poza tym ominąłby okazję na obserwację kolejnych plusów. Poprosił więc dziewczynę, aby ona to zrobiła.

Gdy on zsunął się na właściwą pozycję, w jakiej powinno się siedzieć na kanapie, jego partnerka wstała i przeszła na drugi koniec mieszkania, aby pstryknąć wyłącznik, i pozwolić zasłonie mroku opaść nad nimi i całym pokojem. Mężczyzna obserwując jej kroki, zaczął rozbierać ją w myślach, poczynając od kurtki, poprzez gwałtowne szarpnięcie spodni, a następnie niemalże zerwanie koszulki. O stanik nie musiał się martwić, dziewczyna doskonale wiedziała, że nie ma sensu go zakładać.

Gdy zgasło światło, mężczyzna przeszedł z myśli do czynów.


Oddech kobiety powoli wracał do normalnego tempa. Wciąż rozpalona, wciąż z zamkniętymi oczami, starała się jak najdłużej zatrzymać to wspaniałe uczucie, które przed chwilą doświadczyła. Odczuwała co prawda lekki ból, jednak traktowała to jako stałą część. Nie myśląc o tym, nie myśląc właściwie o niczym, odczuwała wciąż w niej tkwiącą rozkosz i ekstazę. Brakowało jej tchu, czuła jak jej ciało klei się od potu, a uda bolą od wysiłku utrzymania ich w jednej pozycji, jednak podobało jej się to. Był to znak, że przeżyła cudowne chwile.

Mężczyzna, gasząc papierosa, pociągnął duży łyk z butelki Tatry. Było jeszcze odrobinę chłodne, ale już zwietrzałe. Jakie piwo, taki seks, pomyślał. Żył wystarczająco długo, aby wiedzieć, że jeśli jedna rzecz nie do końca się układa, to i kolejne pójdą tym torem. Odwrócił się w kierunku mroku, tam gdzie powinna znajdować się twarz dziewczyny, która właśnie doszła do siebie i usiadła na skraju łóżka, obok niego. Czuł bijące od niej ciepło, oczami wyobraźni widział jej czerwoną twarz, potarganą fryzurę, która jeszcze piętnaście minut temu była starannie uczesana. Sięgnął po nią ręką i delikatnie pogładził miękkie, młode blond włosy. Ścisnął kilka z nich w garść, i stanowczo, lecz dość ostrożnie, skierował dłonią w stronę swojej pachwiny.

Dla niego przyjemność jeszcze się nie skończyła.


Wiedziała, że wypił zbyt dużo, aby mógł ją odwieźć. Zawsze tak było. Zawsze też upierał się, że sobie poradzi, żeby się nie wygłupiała. Ona sprowadzała go argumentem, że musi się przewietrzyć, aby rodzice nie poczuli od niej alkoholu ani papierosów. Cieszyło ją, że starał się o nią dbać, a nie traktował jej jak przedmiotu do zaspokajania swoich potrzeb. Tego się najbardziej bała, kiedy stawiała swoje pierwsze, ostrożne kroki w dorosłym świecie.

Mężczyzna cieszył się, że kolejny raz kupiła jego blef. Ostatnią rzeczą, jaką chciał, było poświęcenie czasu i benzyny aby ją odwieźć. Wolał jednak się z nią droczyć, aby nie wpadła na głupi pomysł przeprowadzki do niego. Żałował jedynie, że nie kupi sobie po drodze papierosów i ewentualnie jakiegoś piwa, ale mógł to przeżyć. Może zadzwoni po Peta, i tak miał jutro na drugą zmianę, a w sumie nie zaszkodziłoby zjeść jakiegoś kebsa i pooglądać jakieś nagrania z koncertów. Odprowadzając partnerkę do drzwi i niechętnie całując na pożegnanie, w myślach miał jedynie to, czy woli posłuchać dziś Anaal Nathrakh, czy Mandragore.



Klub był dość mały, a kiepsko rozstawiony sprzęt nagłaśniający nie pomagał w odsłuchiwaniu muzyki. Mimo to odurzona chemią młodzież, zbita w jedną masę, obijała się o siebie, starając się czynić to do rytmu. Znudzona ochrona, skąpo ubrane kobiety i spoceni mężczyźni machający długimi, przetłuszczonymi włosami, stanowili stereotypowy obraz metalowego koncertu. Wszelcy bojownicy katolicyzmu mieliby tu pełne ręce roboty. Najpierw z próbą przedstawienia swoich opinii, a następnie z próbą powstrzymania swojego krwotoku wśród tłumu rozweselonego towarzystwa. Właściciel klubu jakkolwiek nie pochwalał tej subkultury i jej gustu muzycznego, tak musiał przyznać, że nie skąpią grosza przy kasie. W przeciwieństwie do barmanek, które najwyraźniej zarabiały zbyt mało, by kupić ubrania zasłaniające interesujące punkty ich ciał.

Wraz z nadejściem wolniejszego kawałka niewyróżniający się mężczyzna skierował swoje kroki do baru. Sądząc po chodzie, nie była to jego pierwsza wyprawa. Za nim ruszyła młoda, blond włosa dziewczyna. Widać było, że przygląda mu się z uwagą, tak jak równie wyraźne było niezdecydowanie na jej twarzy. Kiedy przystanęła obok baru, tuz obok mężczyzny, łapiąc oddech i maskując ból starała się zachowywać tak poważnie i pewnie siebie, co w jej mniemaniu równe było dorosłości, jak tylko potrafiła.

— Lane. — Powiedział głębokim, przepitym głosem mężczyzna, kładąc na ladę monetę. Nie zwracał uwagi na kokieteryjne spojrzenia barmanki, zbyt często dał się na to złapać.

— Ja poproszę piwo z sokiem. — Powiedziała nastoletnim głosem dziewczyna. Zwróciło to uwagę mężczyzny, który odwrócił w jej kierunku wzrok, i zaczął się jej krytycznie przyglądać, oceniając i rozważając.

— Dowód jest? — Głos barmanki potwierdził ostrożność mężczyzny: opryskliwy, szorstki. Takie jak ona mają zbyt dużą samoocenę, i traktują swoją dupę jako kartę przetargową na zakupy. Nie interesowało go coś takiego. Ale ta obok…

— Ja płacę, jest ze mną. — Zawsze można spróbować. Młoda i drobna, takie łatwo się zgadzają na różne, ciekawe rzeczy.

Dziewczyna spojrzała na swojego nowego towarzysza, uśmiechnęła się głupkowato i natychmiast upomniała się o to w myślach. Nie zachowuj się tak, nie jesteś gimbuską — pomyślała. Jej oczekiwania się spełniały, ale nie mogła tego teraz zepsuć.


Hedu uznał koncert za udany. Zespół grał w porządku, alkohol smakował i działał, kindermetale schodzili z drogi, a Agnieszka zgodziła się odwiedzić mieszkanie. Oczywiście, podsumowanie było jeszcze przed nimi, ale przecież to od niego zależy, nie od niej. Była wpatrzona w niego jak w obrazek: dorosły, ustatkowany i przystojny, można pomyśleć, że był to wymarzony kandydat. Niektóre tak myślały, tylko po to aby później wypisywać do niego na Facebooku "świnia" czy "kłamca". Jaki kurwa kłamca? One same sobie coś ubzdurały, i jak tego nie dostawały to były wielce obrażone. Ale tak było dla niego nawet i lepiej, nie spieszyło mu się do poważnego związku czy innych pierdół. Liczyło się to, aby zakończyć imprezę tak, jak należy.

Jego przyjaciel, Pet, zgodził się ich podwieźć do mieszkania. Mimo że był takim samym metalem jak Hedu, nie przepadał za chlaniem na imprezach publicznych. Wolał usiąść wygodnie w mieszkaniu i oglądać koncert, popijając piwo. Zdaniem Heda, było to pojebane, ale Pet nie przejmował się tą opinią. Tak jak Hedu nie przejmował się opinią Peta, że tym razem trochę przesadził z partnerką.

— Daj kurwa spokój, ty ją będziesz pieprzył czy ja?! — Agnieszka stała niedaleko, umawiając się z rodzicami że dzisiaj nie wróci na noc. Zgodnie z radą partnera, starała się ich przekonać że komunikacja nocna zawiodła i będzie nocować u koleżanki ze szkoły. Blef miał szanse powodzenia: rodzice nie znali tej koleżanki, a ona sama miała podobno być razem z nią na koncercie.

— Kurwa, Hedu, ogarnij dupę. Tak tylko mówiłem, rób co chcesz. Twój kutas, twoja dupa. — po raz kolejny Pet żałował, że wyraził swoją opinię. Muszę się kiedyś nauczyć nie odzywać — pomyślał.

— To na chuj pierdolisz i mnie wkurwiasz? — Alkohol potęguje uczucia, a i bez tego Hedu był impulsywny. Kontrolował się jednak na tyle, aby nie usłyszała go Agnieszka. Nie po to tyle kasy na nią wydał, i opuścił tyle zabawy. Poświęcenie nie może się zmarnować.

Pet spojrzał na chwiejącego się kolegę. Zbyt wiele razy ta sytuacja się powtarzała, a on mimo to wciąż ją prowokował. Nie miał humoru jechać pół Krakowa słuchając wyrzutów Heda. Wolał aby się pieprzyli, do tego był chociaż przyzwyczajony.

— Dwa piwa. —

Hedu uśmiechnął się. Wystarczyło trochę poudawać, a cena od razu stawała się niższa.

Cała trójka wsiadła do zadbanej Astry. Kierowca puścił głośno muzykę, aby nie słyszeć odgłosów z tylnego siedzenia. Dla rozszalałej burzy seksapilu, pod postacią dwójki kochanków, to był jedynie początek zabawy.


Zaczęli się spotykać. Ona traktowała to jak początki wielkiego uczucia, wiążącego ją z nim, nastoletni bunt z dorosłością. On traktował to jako pewny telefon, który zapewni mu atrakcyjną noc. Była młoda, więc nie musiał wydawać na to za dużo. Była naiwna, więc nie musiał się zbyt starać. Pasował mu ten układ, także dlatego, że zdążył nauczyć ją kilku sztuczek, a ona była pojętną uczennicą.

Było tak też poza życiem seksualnym. Rozpoczynała naukę w liceum, ale już mogła się chwalić najwyższymi ocenami. Była tą jedną dziewczyną w szkole, która wszystko umie i pilnie się uczy. Nie zgadzały się ze stereotypem kujonki dwie rzeczy: była atrakcyjna, i prowadziła bogate życie towarzyskie. Mimo że zgrywała grzeczną i pilna uczennicę, nie interesowało jej życie prymuski. Pod ciągłą kontrolą rodziców właściwie nie robiła nic, poza nauką. Potrzebowała rozrywki, potrzebowała uczucia wobec drugiej osoby. Potrzebowała miłości. I miała nadzieję, że ją znalazła.

Jej partner prowadził ryzykowną grę. Był zadowolony ze swoich ostatnich połowów, ale nie chciał, aby były one jego ostatnimi. Była to młoda, atrakcyjna dziewczyna, ale miała niepoukładane w głowie. Miał nadzieję, że w porę zmądrzeje. Nie potrzebował uganiającej się za nim licealistki.



To było ich 5 spotkanie w tym miesiącu. Owszem, wszystkie kończyły się przyjemnie, ale nie znaczy to, że Hedu je chciał. Owszem, była całkiem niezła, ale jednocześni była też dość apatyczna i wymagała wskazówek. Jednak to co robiła, robiła dobrze. Nieźle się prezentowała i właściwie nie miała oporów. Hedu jednak zaczął wyczuwać to, czego się obawiał. Z tym jak z alkoholem, pouczał znajomych: w małych ilościach jest w porządku, ale za dużo i rzygasz po koszach na śmieci.

Stał obok niej przed drzwiami, czekając aż założy glany i zapnie kurtkę. Zdawała się nie spieszyć, a on starał ukryć się swoje zniecierpliwienie. Obydwoje byli jeszcze zmęczeni po wydarzeniach sprzed chwili, i zwracali bardziej uwagę na własne zachowanie, niż partnera. Można wręcz powiedzieć, że był to taki kończący spotkanie rytuał: pomimo oczekiwania i radości ze wspólnego spotkania, rozchodzili się w dość apatycznej atmosferze. Czasami prowadzili przy tym małe rozmowy, zwykle o głupotach. Mężczyźnie to odpowiadało.

Zauważył że coś się święci, kiedy rozmawiała o jego mieszkaniu: o imprezach odbywających się w tym miejscu, o bałaganie. Przeszkadzało jej też, że czasami nie chodził do pracy, i że tyle pił. Była młoda, nie rozumiała, że dokładnie te cechy ją pociągają, że dokładnie tego pragnie. On nie rozumiał, o co jej chodzi, ale obawiał się tych rozmów. Kiedyś już takie przechodził, i nie chciał do tego wracać.

Jego obawy potwierdziły się, kiedy na pożegnanie przytuliła się do niego, ucałowała w policzek i powiedziała: — Kocham Cię Hedu. —


Niebo było bezchmurne, lśniące gwiazdy zdawały się emanować chłodem i pustką, tak jak nieoświetlona strefa poza ogniskiem. Dobiegająca z głośników w telefonach muzyka skutecznie zagłuszała większość dźwięków, a co z tym idzie niemalże całkowicie odcinała kontakt ze światem zewnętrznym. Dziewczynie wydawało się, że nie istnieje świat poza tym miejscem: że jest tylko ona, jej partner, ognisko i znajomi. Czuła, że przynależy do tej grupy, mimo że niekoniecznie czuła się tu dobrze. Rozumiała potrzebę podkreślenia swobody i niezależności dorosłych poprzez nocne imprezy na łąkach, ale nie rozumiała ilości alkoholu i zachowania co niektórych osób.

Dla mężczyzny była to pozornie typowa impreza, jedna z wielu z niezliczonej ilości, na jakich był w życiu. Razem z grupą znajomych spotykali się, aby spędzić razem czas: posłuchać muzyki, wypić za dużo alkoholu i zachowywać się nieprzyzwoicie. Przestał się zastanawiać, dlaczego to robi, jaki ma w tym cel: skupiał się już jedynie na odczuwaniu z tego przyjemności. Wypił kolejny kieliszek, i pod pretekstem doniesienia drzewa do ogniska oddalił się, aby poczuć się lepiej albo, ewentualnie, wymiotować.

Dziewczyna widząc to, poszła za nim. Martwiła się o swojego partnera, ale również nie chciała zostawać tu sama. Nie była tego świadoma, lecz w rzeczywistości źle się czuła w tym towarzystwie: było dla niej zbyt wulgarne, zbyt głośne, zbyt brutalne. Starała się dopasować, chciała być jego częścią, jednocześnie obawiała się tego. Zależało jej w końcu jedynie na tym, by spędzać czas z mężczyzną swojego życia, w jakichkolwiek by to warunkach nie było.

Szła przez mrok, odwracając się nerwowo w stronę ogniska. Nie czuła się bezpiecznie, jednak obraz imprezy również napawał ją obawami. Nie chciała być sama, było ciemno, późno i zimno. Chciała pozostawać w bezpiecznych objęciach swojego chłopaka. Wciąż idąc przez siebie, czując na policzkach przejmujący chłód wilgoci, starała się znaleźć swojego obrońcę. Wszystkie myśli skierowała w tym kierunku: uspokajała się, jednocześnie pobudzając panikę. Nie była pewna, co robić, czy iść dalej, czy wracać do ogniska. Czuła, jak przyspiesza jej oddech, jak serce staje się lekkie, jak wzrok przykrywa gęsta mgła zwątpienia. Wtedy dojrzała ciemne kontury postaci, stojącej niedaleko niej. Nie pomyślała, że może to być ktoś inny: była pewna, że to jej ukochany.

Zasuwając rozporek, mężczyzna zaciągnął się papierosem. Paskudny smak wymiocin powoli ulatniał się z jamy ustnej, a tytoń wgryzał się w gardło, pozwalając zapomnieć o przykrym doświadczeniu. Nie czuł się z tym źle, każdemu zdarza się okazać się słabszym od oczekiwań. Czuł się źle z innego powodu. Niepotrzebnie się zgodził na propozycję Agnieszki. Nie chodził na imprezy, aby ignorować uśmieszki znajomych i pilnować jakiejś licealistki. Nie rozumiał, dlaczego tak się upierała aby wziął ją ze sobą: rozpaczliwie potrzebowała kontaktu z innymi, czy chciała poznać go lepiej, nieważne, to wszystko nastoletnie pierdoły wzięte z Bravo czy Onetu. Nie podobało mu się to, ale było za późno, aby teraz coś z tym zrobić.

Usłyszał krzyk. Młodej, spanikowanej dziewczyny. Piskliwy dźwięk, bardziej pasujący do szczeniaka, niźli do człowieka. Wiedział, czyj to krzyk, i ruszył biegiem w jego kierunku.


Od czasu incydentu na łąkach Agnieszka nie pojawiała się zbyt często na imprezach. Czuła wstyd, chciała o tym jak najszybciej zapomnieć. Jednocześnie coś wewnątrz zaczęło bić na alarm: nie jest tak, jak powinno być, przejrzyj na oczy". Nie chodziło o wstyd, to potrafiła znieść. Chodziło o fakt że nie uzyskała potrzebnego jej wsparcia od osoby, od której tego oczekiwała, wtedy, kiedy tego potrzebowała. Została wręcz wyśmiana, sponiewierana z błotem (fizycznie i psychicznie, jednak pierwsza kwestia była jej winą). Nie było jej wyłącznie przykro z tego powodu: postanowiła również zareagować, upewnić się, że od tej pory będzie należycie traktowana, a przykre doświadczenia się nie powtórzą. Pierwszym jej krokiem była zmiana planów na wieczór.

Mężczyzna skończył rozmawiać przez telefon. Kto by pomyślał, że ten wieczór może się ułożyć tak pomyślnie, tym bardziej czyimś kosztem. Pet z kolegami mieli szczęście w nieszczęściu: co prawda mieli przykry incydent ze strażą miejską, ale za to Hedu miał tego wieczoru wolne mieszkanie: śmiało mogli się przenieść, bez obaw o Krasnala. Tak zaczęli nazywać w swojej grupie "dziewczynę" Heda, z oczywistych powodów. Podczas jednej z rozmów okazało się, że nie on jedyny właściwie jej nie toleruje; pozostali również nie żywili do niej przyjemnych uczuć. Kindermetal, który bardzo chciał się wkręcić w świat dorosłych, aby pokazać swój młodzieńczy bunt. Nikt wśród nich nie był niańką, a już tym bardziej nie sam "partner". Gryzły go jej, "poważne", dziecinne rozmowy, przeszkadzały mu jej uwagi i zachowanie. Był już pewny, że musi jak najszybciej skończyć ten "związek", nie wiedział jednak jak. To w końcu tylko dziecko, musi to zrobić delikatnie. Ale nie chciał o tym myśleć tego dnia. Miał od niej w końcu wolne, a przyjść miała cała ekipa, razem z Dorą.

Usłyszał pukanie do drzwi (klatka schodowa niemal zawsze była otwarta, mieszkający tu element skutecznie służył za ochronę przed złodziejami i bezdomnymi). Hedu zdziwił się, nie oczekiwał że Pet przyjdzie tak szybko. Może podjechali samochodem? Dopiero teraz sobie uświadomił, że być może zbyt pospiesznie ocenił stan trzeźwości kolegi. Wstając od komputera podszedł do drzwi myśląc, czy nie powinien już zacząć piwa.

— Cześć kochanie. — powiedziała uśmiechnięta Agnieszka.


— Cały czas tylko chlejesz i chlejesz! — łamiącym się głosem powiedziała dziewczyna, a razem z jej kruchą budową ciała efekt wypowiedzi był porażający. Z łatwością można było popaść w depresję na sam dźwięk tych słów.

— Co z tego, to moje życie. — nie odwracając głowy powiedział mężczyzna. Można było powiedzieć, że był bardziej zajęty trzymanym piwem, niż rozmową z partnerką. I była to prawda.

— A ja to co? — praktycznie przez łzy odpowiedziała dziewczyna. Chciała zachować zimną krew, jednak czuła jak trzęsie się jej całe ciało, a głos załamuje. Nie chciała prowadzić takiej rozmowy, nie chciała mieć ku temu powodu. Nie rozumiała, gdzie popełnia błąd.

Mężczyzna, po raz pierwszy, odwrócił w jej kierunku głowę. — Chcesz wiedzieć co Ty? — pomyślał. Z przyjemnością powiedziałby jej do słuchu, powiedział, kim dla niego jest i co o niej myśli. Wiedział jednak, że nie może tego zrobić. Nie teraz, kiedy Pet z ekipą lada chwila mogą zapukać do drzwi. To co ma jej powiedzieć? "Nie martw się kochanie"? "To nie tak"? Nie, wybrał najrozsądniejszą opcję, o jakiej mógł pomyśleć. Postanowił milczeć.

Dziewczyna widząc, że jej błagalne prośby nie odnoszą skutku, poczuła upływ sił i rozpłakała się. Nie chciała psuć swojemu ukochanemu zabawy, ale nie chciała też cierpieć. Żałowała, że tu przyszła, i żałowała, że rozpoczęła tą rozmowę. To było naiwne i dziecinne, ale było zbyt późno, by to cofnąć. W jednej chwili zaczęła obwiniać o to siebie, sądziła, że zrozumiała jakoby to ona była tutaj tą winną. Postanowiła, że nie będzie już kontynuować tego zachowania. Aby to osiągnąć, powinna się odświeżyć, aby dobrze się zaprezentować znajomym ukochanego. A po imprezie mu to wynagrodzi.

— Pójdę się teraz wykąpać. Przepraszam kochanie, nie chciałam Ci psuć humoru — powiedziała ze skruchą. Rozmyślała, czy pocałować go w policzek, ale nie chciała posunąć się za daleko. Nie czekając na jego reakcję, poszła do łazienki.

Mężczyzna odprowadził ją wzrokiem. Owszem, miała wygląd, ale czy opłacało się o to tak męczyć? Gdyby ktoś widział tą sytuację sprzed chwilę to z pewnością stałby się pośmiewiskiem. Nie wiedział, co robić, jak postąpić z tą sytuacją, jak się zachować wobec tej osoby. Potrzebował więcej alkoholu, i może czegoś mocniejszego. Ciekawe czy Pet jest dzisiaj wyekwipowany. Przydałoby się.


Sąsiedzi byli przyzwyczajeni do głośnej muzyki i nieprzyjemnego towarzystwa w tym mieszkaniu. Nikt jednak nie reagował, ponieważ Ci, którym to przeszkadzało, byli w mniejszości. Jak i z doświadczenia wiedzieli, że lepiej to cierpliwie przeczekać, niż sprowadzić na siebie problemy. Był to też jeden z tych nielicznych przypadków, kiedy nikomu nie przeszkadzał w bloku szum wody wlewanej do wanny o tak późnej godzinie.

Pet i Hedu siedzieli razem na wersalce, podczas kiedy reszta uczestników imprezy zajmowało się przeróżnymi czynnościami: ktoś otwierał kolejne piwo, ktoś przeglądał telefon, inna osoba usilnie próbowała wtrącić się do rozmowy w swojej pijackiej potrzebie socjalnej akceptacji, dwie dziewczyny skakały po utworach muzycznych w komputerze, nie pozwalając przesłuchać ani jednego kawałka w całości, jednak wszyscy byli zbyt nietrzeźwi aby zwrócić na to uwagę. Dwóch mężczyzn na wersalce było zajętych cichą rozmową, jak i skręcaniem kawałka bibułki z roślinnym suszem wewnątrz. Obydwaj byli tak pijani, że szanse na zapamiętanie przez nich wydarzeń były znikome. Rozmawiali, jak to pijani mężczyźni w ich wieku, o kobietach. A konkretnie o tej jednej, o której ostatnio było głośno w tym środowisku. Hedu początkowo nie chciał poruszać tego tematu, i udawał zainteresowanie skąpo ubraną brunetką, stojącą koło lodówki i kusząco pochylającej się do przodu, jednak po chwili sam zaczął się wyżalać. Z szacunku do niego nikt tak by tego nie nazwał, jednak fakty stały po nieprzychylnej mu stronie.

Pet rozpalając bibułkę z narkotykiem uważnie wsłuchiwał się w słowa przyjaciela. Starał się mu doradzić najlepiej jak umiał. Nie był co prawda ekspertem w tych sprawach, jednak po pijanemu przestało mieć to znaczenie. Owszem, nie tolerował Krasnala od samego początku, jednak nadal była to młoda dziewczyna. Głupia i irytująca, ale młoda dziewczyna, i zasługiwała, aby tak ją traktować. Nie wiedział, czy jego perswazja trafia do drugiego mężczyzny, gdyż ten zdawał się go nie słyszeć. Wiedział, że ktoś coś do niego mówi, wiedział, ze to ważne, lecz nie rozumiał słów, ani tym bardziej ich przesłania. Chciał zakończyć ten związek, nim będzie na to za późno. Nie podobało mu się to, ale nie można się tak torturować o byle dupę. Sam to zawsze powtarzał! Dlaczego teraz ma taki problem, by samemu pójść za swoją ideą?

Postanowił pójść do Agnieszki i z nią porozmawiać. Na spokojnie, uspokoić ją trochę, i przygotować ją na rozstanie. Odurzony alkoholem i narkotykami sądził, że to dobry pomysł. Przecież w ich pseudo związku jest i tak źle, nawet jak coś spieprzy to i tak osiągnie swój cel. Teraz jedynie starał się to zakończyć z jak największa kulturą.


Wychodząc z łazienki, trzymał na rękach wtuloną w niego Agnieszkę. Ubrana była w szlafrok kąpielowy, jednak widać było od razu, że pod nim była naga. Większość osób nie zwróciła na nich uwagi, pozostali ucieszyli się z faktu, że łazienka jest w końcu wolna. Nie podobało im się wychodzenie do zsypu na śmieci za potrzebą, tym bardziej kobietom. Jedynymi, którzy zwrócili szczególną uwagę na zakochaną jednostronnie parę, były dwie pijane dziewczyny przy komputerze i Pet.

Hedu ułożył dziewczynę w łóżku i starannie przykrył ją kocem. Jego wzrok utkwił na jej czole, jakby rozważał pocałowanie go. Odszedł jednak od łóżka i wrócił na wersalkę. Dziewczynom to wystarczyło do zaspokojenia ciekawości i z powrotem zajęły się przeglądaniem Vinteda. Pet jednak posłał koledze pytające spojrzenie. Ze względu jednak na ilość spożytych przez nich środków odurzających nie odniosło one pożądanego skutku, zapytał więc bezpośrednio Heda o zajście, którego świadkiem był przed chwilą.

— Zasnęła w wannie. — z otępiałym uśmiechem odpowiedział mężczyzna. Pet zdecydował, że od tej chwili będzie lepiej kontrolował dawki narkotyku.

Nie było jednak takiej potrzeby, już po pięciu minutach gospodarz imprezy osunął się na podłokietnik wersalki, radośnie pochrapując. Nie minęło dużo czasu, gdy pozostali uczestnicy zaczęli kierować się w stronę wyjścia. Niektórym pozostało zaledwie 2 godziny do porannej zmiany, inni musieli przebrać się na zajęcia. Dzięki nim sprzedaż kawy i środków przeciwbólowych z pewnością pójdzie w górę, pomyślał Pet. Sam nie miał planów na bieżący dzień, więc postanowił sprawdzić najnowsze wydarzenia na profilach społecznościowych. Nim udało mu się to zrobić, zasnął.


Pierwsze co poczuł, to kłucie w żołądku. Nie był w stanie sobie przypomnieć, co jadł poprzedniego dnia, ale sądząc po wizycie w toalecie, nie było to nic lekkiego. Przeklinając imprezowiczów i ich kulturę, obrzucił spojrzeniem porozlewaną wodę na kafelkach. Nigdzie jednak nie zobaczył śladów krwi, więc chociaż tym razem obiło się bez bójek i potłuczonych głów. W lodówce znalazł resztkę soku pomarańczowego i pół kanapki z Subway'a, ale nie reflektował się na to. Odór alkoholu dobiegający z niedopitych puszek i butelek przyprawiał go o zawrót głowy, wycofał się więc pod okno, wypalając porannego papierosa na kaca.

Hedu ciągle spał. Sądząc po głośnym oddechu, całkiem głęboko. Niewygodna pozycja zdawała mu się nie przeszkadzać, podobnie jak zakrywające twarz przetłuszczone włosy. Nie było to jednak nic dziwnego, Pet się przyzwyczaił do obrazu śpiącego w absurdalnych warunkach i pozycjach kolegi. Był nawet pod małym wrażeniem, jak alkohol potrafi wpłynąć na człowieka. Porównał to z obrazem śpiącego Krasnala. Leżała na łóżku, właściwie się nie poruszając. Ruchy jej klatki piersiowej były praktycznie niezauważalne, a oddech delikatny i nieodczuwalny. Pet podszedł do niej; był zaciekawiony faktem, że osoba tak drobna i delikatna śpi, jakby właściwie nie żyła. Była w tym pewna kobiecość, dość egzotyczna jak na tą osobę.

Stojąc obok łóżka zauważył, że kołdra nie porusza się charakterystycznym ruchem, a nozdrza pozostają nieruchome. Wstrzymał oddech: usłyszał jedynie sapanie Heda i bicie własnego serca, wyraźnie przyspieszającego. Czując gorąc na twarzy odetchnął głęboko, ból brzucha wracał ze zdwojoną siłą. Przystawił drżącą rękę do jej czoła; było zimne.

Spanikowany, rzucił się w stronę Heda, potrząsając całym jego ciałem. Nie zważał na fakt, że z łatwością wywoła tym u niego wymioty i zdenerwowanie. Nie liczyło się to dla niego, chciał tylko wiedzieć, co jest grane.

— Cssso…? — otwierając jedno oko powiedział zbudzony mężczyzna. Stwierdzenie, że był wczorajszy nie pasowało do niego: brzmiał, jakby impreza jeszcze się dla niego nie skończyła.

— Ona nie oddycha! — dopiero teraz Pet zrozumiał, jaki jest zdenerwowany. Słowa z trudem przeszły mu przez gardło, poczuł jak jego ciało się poci, a oczy przysłania zasłona paniki. Nie wiedział, co się dzieje, i gdyby nie wypity wczoraj alkohol mógłby pomyśleć, że to głupi żart. Ale nie pamiętał do końca wczorajszego dnia, a wiedział, że ludzie różnie reagują na używki.

— Bo nie żyje. — spokojnie odpowiedział Hedu.


Łazienka była zaskakująco obszerna w porównaniu do rozmiarów mieszkania. Duże, miejscowo szare kafelki groźnie odbijały światło żarówki, informując o swojej śliskości i twardości. Nad wanną, przy ścianie, znajdowała się solidna rura, której przeznaczenie było znane jedynie konstruktorom pomieszczenia. Biała, prosta umywalka kontrastowała się ze stojącymi na niej butelkami, pełnymi różnokolorowej chemii, mającej dbać o organizm. Zaparowane lustro jasno sygnalizowało, że wywietrznik nie był w stanie sobie poradzić sobie z parującą wodą z kąpieli. Leżąca w niej naga kobieta dodatkowo potęgowała odczucie gorąca w łazience.

Wchodzący do środka mężczyzna starannie zamknął za sobą drzwi na klucz. Po jego motoryce można było zrozumieć, dlaczego postanowił pójść właśnie do łazienki. Niemrawe kroki, puste spojrzenie, wszystko tworzyło obraz człowieka, który przed momentem stoczył ciężki bój. W tym przypadku z najgorszym wrogiem ludzkości: alkoholem. Gdyby nie intensywny zapach płynów kąpielowych nikt nie miałby co do tego wątpliwości.

Kobieta, czując podmuch zimnego powietrza, otworzyła oczy. Potwierdziło ją to w odczuciu, że nie przebywa już tam sama. Gdy poczuła pierwszą falę przerażenia i niepokoju, poznała intruza. Pozostał jedynie niepokój. Nie podobało jej się, że wszedł do pomieszczenia w którym przebywała. Potrzebowała więcej czasu, i co prawda czuła ulgę, że to własnie on, a nie ktoś inny, to wolałaby pozostać sama. Póki co. Żałowała swojej pochopnej decyzji, pójściem za impulsem gniewu i rozczarowania, i żałowała, że sprawy przyjęły taki obrót. Chciała zapomnieć o tym, zmyć z siebie negatywne uczucia. Gorąca kąpiel to umożliwiała, jednak została ona przerwana przez jej partnera. Dostrzegając, że nie ma ucieczki przed popełnionymi błędami, zaczęła już teraz zastanawiać się, jak może je naprawić.

Mężczyzna podszedł bez słowa do kąpiącej się kobiety. Prymitywnym instynktem spojrzał na wilgotne piersi, sterczące znad poziomu wody niczym w tanim filmie pornograficznym. Podniecenie często współdziałało ze strachem, tak było i teraz. Sterczące, wyraźnie twarde sutki nie pozwalały odwrócić od siebie pożądającego spojrzenia. Poczucie bezpieczeństwa i spokoju, wywołane głośną muzyką i zamkniętymi drzwiami, jedynie nasilały to odczucie. Mgła alkoholu przysłoniła głębsze myślenie mężczyzny; wszystko co mógł robić, to całkowicie się oddać instynktom, w bezsilnej rezygnacji. Pożądał tego ciała: w wyobraźni kłębiły się obrazy wspomnień wspólnych nocy, tak bardzo chciał znów tego zasmakować. Jego ręka powędrowała w stronę zmoczonych włosów. Instynkty zwyciężyły. Spojrzał kobiecie w oczy.

Zauważył w nich niewinność, wręcz ignorancję. Nie rozumiała świata, w jakim się znalazła. Prawa, które decydowały o wydarzeniach dookoła były dla niej równie tajemnicze, jak wzrok jej partnera. Tak jak z pożądaniem, tak i z niewiedzą, często pojawia się strach. Bała się, i mężczyzna to czuł. W jego duszy pojawiło się nowe uczucie, tłumione przez ostatnie dni, acz karmione rozterkami. Teraz, wypuszczone na wolność, przez alkohol i narkotyki. Jego ręce stawały się lekkie, spojrzenie utkwiło w jednym punkcie, a mózg analizował sytuację. Podjął decyzję.

Mocnym ruchem ręki zanurzył głowę kobiety. Przytrzymywał ją z całych sił, mocno zaciskając przy tym zęby, niemalże krzycząc. Nie zwracał uwagi na rozpaczliwe próby ratunku kobiety, na machające w konwulsji kończyny, na uciekające pod postacią bąbelków powietrze z jej płuc. Musiał trzymać jej głowę pod wodą, nie może ani na chwilę przestać.

Olbrzymi ból dociskanej szczęki wywoływał jasne plamy przed oczami kobiety. Panicznie ruszała kończynami by się wyrwać, by chociaż na chwilę zaczerpnąć powietrza. Czuła jak jej płuca się kurczą, niemalże zaciskają się wewnątrz. Próbowała wziąć głęboki oddech, jednak usta natychmiast wypełniła masa mody. Adrenalina nie pozwalała czuć bólu obitych o twarde brzegi ramion, a siniaki na nogach były zupełnie zapomniane przez układ nerwowy. Organizm wiedział, że jest teraz ważniejsza potrzeba, niż delikatne stłuczenia. Przetrwanie. Poruszał więc wszystkimi możliwymi mięśniami, nie rozumiejąc w panice, że to własnie ten ból na szczęce, ta dociskająca ręka, jest tym, co uniemożliwia wynurzenie się. Z każdą chwilą, trwającą niemal wieczność, coraz mniej tlenu dopływało do mózgu. Ten rozumiejąc swoją sytuację, poddał się. Dłonie opadły do wody, nogi znieruchomiały, a ból minął. Kobieta czuła ulgę, że to już koniec. Była już bezpieczna, a ból minął bezpowrotnie. Nic już jej nie groziło.

Ostatnim impulsem świadomości przed śmiercią była jedna myśl.

Dlaczego.


Pet pustym, obojętnym wzrokiem spoglądał na pozostałości imprezy, znajdujące się na kuchennym blacie. Wszystkie jego myśli skupione były na analizowaniu usłyszanej przed chwilą opowieści. O ile zatrucie organizmu przeszkadzało mu w trzeźwej ocenie, tak zdawał sobie sprawę, że znalazł się w bardzo nieprzyjemnej sytuacji. O tyle gorszej, że była ona jeszcze niezakończona. Czuł się dziwnie, nie mogąc zaakceptować tej fałszywej rzeczywistości; rozpaczliwie szukał z niej ucieczki. Powrotu do tej słusznej, prawdziwej, gdzie nie stało się nic złego, gdzie impreza niczym nie wyróżniała się od innych, i gdzie nie był w jednym pomieszczeniu z mordercą.

Po chwili zrozumiał wyraźnie ten ostatni fragment. Osoba, którą znał niemal od dziecka, której właściwie ufał, a być może nawet i kochał, w pewnym tego słowa znaczeniu, zeszłej nocy bestialsko zamordowała bezbronna kobietę. Kobietę, która również mu ufała, i która z całą pewnością go kochała. A co gorsze, pozbawił ją życia właśnie z tego powodu. Nie chodziło jednak o to, że bał się Heda, stał się jednak czujny, ostrożny. Miał przewagę nad wczorajszą ofiarą: wiedział, czego móc się spodziewać. Starał się jednak o tym nie myśleć; przecież są przyjaciółmi, wiele razem przeszli, nie może mi tego zrobić. Nie mi.

Patrząc, jak mężczyzna wstaje z wersalki i odpala kolejnego papierosa, zastanowił się, czy kobieta nie pomyślała dokładnie tego samego.

Hedu włączył muzykę z komputera, i ciężkie, chaotyczne fale dźwiękowe popłynęły z głośników. Przeszedł następnie pod drzwi, i strącając popiół do stojącej na blacie butelki powiedział do Peta.

— Zaczekaj tutaj i pilnuj, aby nikt nie wchodził. —

Kiedy wyszedł, siedzący na wersalce mężczyzna usłyszał stukot przekręcanego zamka w drzwiach. Został w mieszkaniu sam, nie licząc niedawno oddychającej i żyjącej kobiety.


Pet usłyszał znajomy, słyszany przed kilkoma minutami, odgłos zamka w drzwiach. Pod nieobecność gospodarza zdążył dopić wczorajsze piwo (paskudny, zwietrzały smak zupełnie nie przeszkadzał w spożyciu, a w pewny, osobliwy sposób wręcz pomagał) i wypalić dwa papierosy. A może to były trzy? Nie pamiętał zbyt dobrze, właściwie nie robił nic, tylko wpatrywał się w pustkę, odczuwając na skórze wzrok martwego ciała, leżącego za ścianą. Nie myślał praktycznie o niczym, toczone nim emocje zagłuszały jakiekolwiek próby racjonalności. Nie wiedział, co robić, oczekiwał pomocy od kogokolwiek. Wskazania kierunku, w którym ma podążać, działań, które musi wykonać. Owszem, nie był bezpośrednio związany z incydentem, ale wewnętrznie czuł, że jest nierozerwalnym elementem wczorajszych wydarzeń. Nie chciał nim być, ale teraz nie miał już wyboru. Głównie dlatego, ze dzisiejszego dnia była ich kontynuacja.

Starannie zamykając za sobą drzwi, do mieszkania wszedł Hedu. Nie poruszał się tak, jak robi to osoba po przyjęciu zbyt dużych ilości narkotyków i alkoholu. Na twarzy malowała mu się obojętność, ale i ślady determinacji, pewności siebie. W oczach płonął dziwny ogień, jakby mężczyźnie pozostał jeden cel w życiu, i był o krok od jego wykonania. Nie zwracał uwagi na włosy zachodzące na oczy, nie dostrzegał strachu na twarzy przyjaciela, zdawało się wręcz, jakoby nie był świadomy sytuacji, w której się znalazł. Było jednak dokładnie odwrotnie. Świadczyły o tym trzymane przez niego przedmioty.

Pierwszym była lina holownicza do samochodu; nie była jednak elastyczna, jak większość modeli: sztywna i krótka, zapewne służyła pierwotnie do innego celu. Była jednak bardzo wytrzymała, mimo swojej małej średnicy. Bez obaw można było powiesić na niej kilkadziesiąt kilogramów obciążenia. Tyle, ile waży dorosły mężczyzna.

Drugim przedmiotem była prosta, ręcznie zrobiona siekiera. Krótki, drewniany członek posiadał nasadzoną na czubek metalową głowicę, która dawno już straciła swój kolor, na rzecz pokrywającego ją brudu i rdzy. Za rękojeść służył prosty kawałek drewna, co wymagało sprawnego korzystania z narzędzia: brak przeciwwagi czy wyprofilowania zmniejszał możliwości rozłupywania drewna. Kość jednak stawia o wiele mniejszy opór.

Mężczyzna spojrzał na siedzącego Peta.


— Aż tak mnie nie pojebało — Powiedział Hedu w odpowiedzi na zarzuty Peta. Wizja zamordowania mężczyzny siekierą i powieszenia się była kusząca, jednak nie rozwiązywało to innych problemów, jak chociażby poczucie porażki.

Upewniając się, że muzyka gra wystarczająco głośno, a drzwi są dobrze zamknięte, mężczyzna odłożył narzędzia i skierował się w stronę sypialni. Ignorował spojrzenie siedzącego Peta i zbliżył się do ciała kobiety. Ubrana w puchaty, niebieski szlafrok kąpielowy, z zamkniętymi oczami i dłonią wystającą zza łóżka wyglądała niewinnie i bezbronnie. Dokładnie tak, jak za życia. Jedynie chłodne ciało i brak odechu wskazywało, że kobieta nie żyje. Chwytając ją jedną ręką za nogi, a drugą za plecy, mężczyzna z ukrywanym obrzydzeniem uniósł ją w górę. Skupiając się na następnych czynnościach, uporczywie starał się nie myśleć o ich przedmiocie.

W łazience było chłodniej niż w pozostałych pomieszczeniach. Wciąż otwarty wywietrznik wpuszczał wilgotne powietrze poranka do środka. Również wydarzenia poprzedniej nocy zdawały się obniżać temperaturę. Mężczyzna zdjął z kobiety szlafrok i odrzucił go na bok. Mimo, że starał się tego nie robić, skierował jednak swój wzrok na nagie, nieruchome ciało, leżące na brudnych kafelkach. Młoda, gładka cera była poraniona na kończynach. Siniaki na nogach i rękach przypominały o ostatniej walce ofiary, o rozpaczliwych próbach przeżycia. Nastoletnie piersi, choć pozbawione życia i ciepła płynącej krwi, nadal były ponętne, a wygolona pachwina przypominała, z jakiego powodu kobieta straciła życie.

Odwracając z obrzydzenie wzrok, mężczyzna pozostawił ciało w łazience, a samemu wrócił się po narzędzia. Siekiera, lina i stołek. W duchu się uśmiechnął, rzeczywiście mogło to wyglądać jak instrumenty samobójcy. Hedu nawet przez chwile rozmyślał tą opcję, jednak odgonił ją pod pretekstem beznadziejności. Miał już plan, miał też doświadczenie pomagające w jego realizacji. Informując Peta, aby ten pozostawał na straży, samemu wszedł do łazienki. Ułożył głowę kobiety na drewnianym, niski stołku.

Mężczyzna wstał z wersalki i udał się za swoi przyjacielem. Wciąż potrzebował informacji, nie wiedział, co ma robić. Źle się czuł w tym pomieszczeniu, chciał z niego wyjść, a jednocześnie bał się tego zrobić. Paradoksalnie było to jedyne miejsce, w którym czuł się względnie bezpiecznie. Sądził, że cały świat wie o tutejszych wydarzeniach, i że wszyscy będą oskarżać właśnie jego. Bał się też, że będą mieli rację. Otworzył drzwi do łazienki. Dostrzegł nagie zwłoki leżące bokiem, z głową na drewnianym stołku. Krągłe pośladki przyciągały wzrok od fioletowych śladów na nogach. Długie, nieuczesane włosy były starannie odgarnięte na bok, i spływały na podłogę, odsłaniając przyciskającą ucho dłoń mężczyzny. Druga dłoń zaciśnięta była na trzonku siekiery. Gwałtownie opadła na zadbaną, gładką szyję kobiety.

Trwało to o wiele krócej, niż można się było spodziewać. Z powstałej rany trysnęła jasna krew, ściekając powoli po włosach, wprost w szpary pomiędzy kafelkami. Ciało delikatnie zmieniło swoją pozycję, zajmując większą powierzchnię podłogi, jednak głowa wciąż była przytwierdzona do reszty ciała. Obaj mężczyźni spoglądali w szoku i niemej fascynacji, jak jasna ciecz tryska prawie pod sam sufit.

— Pomóż mi kurwa! — krzyknął Hedu. Dopiero teraz Pet zauważył, że do kostek kobiety przywiązana jest lina. Widząc jak mężczyzna chwyta ciało, drugi zrobił to samo, cały czas będąc w szoku.

Przeszli z krwawiącymi zwłokami nad wannę, gdzie Hedu dowiązał linię do rury przy suficie. Kobiety była niska i lekka, więc jej ciało swobodnie zwisało, z odciętą do połowy głową, tuż nad wanną. Ściekająca krew znajdywała w niej ujście, przepływając przez gęste włosy. Ramiona bezradnie poruszały się z resztą ciała, targanym jeszcze procesem wieszania. Głowa zwisała delikatnie na bok, jednak elastyczna skóra skutecznie powstrzymywała ją od urwania się.

Organizmy obu mężczyzn przestały wydzielać adrenalinę. Hedu pustym wzrokiem wpatrywał się w cieknącą krew, czując gniew, że nie potoczyło się to po jego myśli, ale ponurą, prymitywną satysfakcję z tego widoku. Patologiczną, obleśną satysfakcję, ale nie próbował z nią walczyć. Uważał, że pomoże mu ona w dalszej części zadania.

Pet poślizgnął się na kałuży krwi, jednak utrzymał równowagę na tyle długo, by opaść dopiero przy ubikacji, do której zwymiotował.


Mimo, że minęło kilka godzin, Pet wciąż nie mógł zrozumieć, jak to określali wspólnie, planu Heda. Nie myślał nawet o tym, czy ukrywanie zwłok jest dobrym czy złym pomysłem: skupił się jedynie na przedstawionym przez mężczyznę sposobie realizacji tego. Wysypywał teraz zawartość worków na śmieci na podłogę. Odłamki szkła, tłuste papierki ze zgniłymi pozostałościami jedzenia czy zużyte, pełne prezerwatywy nie były w stanie wywołać w nim reakcji po tym, czego był świadkiem przed chwilą. Ze stresu i zdenerwowania nie myślał nawet, aby zapalić: jego ciało nie wysyłało żadnych sygnałów, nie informowało go prawie o niczym. Całym sobą skupiony był na wykonywanej czynności. Byle nie myśleć, byle nie czuć.

W łazience Hedu kończył właśnie zmywanie podłogi. Musiał wylewać zabrudzoną wodę do klozetu, ponieważ wanna zajęta była częściami ciała kobiety. Bał się, czy wypatroszone wnętrzności nie zapchają rury, jednak najwyraźniej nic takiego się nie stało. Nie myślał o tym, co robi, skupiał się jedynie na planowaniu swoich następnych poczynań. Gdy już starannie domył czerwonawy mop i ostatni raz omiótł wzorkiem względnie czyste kafelki, spojrzał do środka wanny. Pod ręcznikiem znajdowała się odcięta głowa. Ręce i nogi wystawały poza skraje, zwalniając miejsce torsowi, który był pozbawiony organów wewnętrznych. Nie wiedział, ile to wszystko waży, jednak wątpił, aby dwa worki wystarczyły. Nie chciał ryzykować, że któryś się rozerwie, kiedy będą jechali do lasu. W swoim opętaniu zastanowił się, jak może zmniejszyć wagę ciała.

Znalazł rozwiązanie i przystąpił do pracy.


Przez zapach leżących na podłodze śmieci wyraźnie przebijał się aromat pieczonego mięsa. Skwiercząca zawartość patelni informowała, że staje się nadająca do spożycia. Podobnie jak zawartość zamrażalnika, nie był to może wykwintny posiłek, jednak był on niezbędny w danej sytuacji. Żylaste, ciągnące się mięso przypominało bardziej gumę do żucia, zaś jego smak pozostawał do odkrycia przez czekającego w pobliżu mężczyznę. Drugi z nich skupiony był na oglądaniu świata za oknem: normalnych ludzi, toczonych normalnymi problemami w normalnej codzienności. Paląc papierosa, niemal całym ciałem wystawał poza okno, trzymając swój zmysł węchu jak najdalej od zapachu obejmującego całe mieszkanie. Nie patrzył w dół, nie chciał kusić się do głupich rzeczy. Wystarczyło, że co chwila o tym myślał.

Nie rozmawiali ze sobą, wszystko robili w niemym porozumieniu. Nie znaczyło to, że wyrażali zgodę na swoje czyny bądź przemyślenia, jednak nie mieli większego wyboru. Mimo, że worki z pozostałymi częściami kobiety były o wiele lżejsze, niż produkty wyjściowe, to trzeba było co najmniej dwóch osób, aby względnie szybko donieść je w odpowiednio daleki punkt w lesie i zakopać. Zdaniem Peta był to chyba jedyny sensowny element tego planu. Sam plan był jak najbardziej idiotyczny, ale akurat ten element był dobry.

Obaj usłyszeli wibracje leżącego na stoliku telefonu. Przerazili się, o wiele bardziej niż powinni. Do tej pory zamknięci w świecie morderstwa zrozumieli, że istnieje ktoś poza tym i z łatwością może wpłynąć na tą rzeczywistość. Sięgając po telefon, Hedu był pod stał obserwacją Peta. Nie odebrał jednak połączenia. Uświadomił sobie jedynie, że zbyt długo czekają, że muszą działać natychmiast. Swoją bezczynnością zostawiają ślady, których nie da się ukryć. W całym swoim opętaniu Hedu zapomniał o jednym, ważnym czynniku, który mógł go kosztować powodzenie całego planu.

Wyświetlacz na telefonie informował, że nieodebrane połączenie pochodziło od kontaktu nazwanego "tata".


Jesienna aura lasu spowijała poranek ciepłymi promieniami słońca. Ze względu na godzinę i dzień tygodnia, w pobliżu nie było nikogo, żadnej żywej duszy. Stojący na ścieżce samochód wyłonił z siebie dwóch mężczyzn, ubranych w skórzane kurtki i spodnie moro. Przeszli oni do bagażnika, skąd wyjęli dwa czarne foliowe worki na śmieci i łopatę. Chwilę rozmawiając i pokazując różne kierunki, najwyraźniej doszli do porozumienia i udali się w głąb lasu. Szli na wskroś, przez miękki mech poprzebijany opadającymi z drzew szyszkami. Lasy sosnowe nie różniły się dużo podczas różnych pór roku: igły nie opadały, a ściółka nie była przykryta warstwą wilgotnych liści. Jedynie miejscowe ślady zwierzyny wskazywały, że zbliża się zima: wszelkiej maści mieszkańcy lasu szykowali się do hibernacji, szukając pożywienia czy odpowiedniego legowiska.

Mężczyźni zatrzymali się po środku pola zieleni. Znajdowali się daleko od jakichkolwiek szlaków czy ścieżek przeciw pożarowych. Gdy jeden z nich odpalił papierosa, drugi wbił łopatę w ziemię, zaczynając mozolną i ciężką pracę. Zmieniali się co kilka minut, jednocześnie uważnie lustrując okolicę. Zajęło im to niecałą godzinę, nim wykopana dziura była w stanie pomieścić dwa worki na odpowiedniej głębokości. Gdy je zasypywali, mężczyźni zaczęli odczuwać falę ulgi, pierwszą od czasu incydentu. Upewniając się, że zakopane worki są niewidoczne, przykryli pozostałości po kopaniu zdjętym mchem, i starając się chować łopatę, wrócili do samochodu.


Biuro policjanta całkowicie kłóciło się z jego stereotypowym obrazem. Czyste i uporządkowane, ze wszelkimi dokumentami spoczywającymi w stojącej w rogu szafce zupełnie nie przypominało obrazu znanego z filmów czy literatury. Było to do przewidzenia przez każdego, kto kiedykolwiek miał związek z duża ilością biurokracji: prędzej czy później wszyscy dochodzili do wniosku, że brak porządku po prostu uniemożliwia sprawną pracę. Przekonał się o tym również młody mężczyzna siedzący z biurkiem. Wpatrywał się z zamyśleniem w telefon, który cierpliwie czekał na wybranie połączenia.

Sprawa wyglądała na podręcznikową: młoda dziewczyna, dotąd całkowicie porządna i grzeczna, zawarła znajomości z obcymi ludźmi, nie informując nikogo o szczegółach. Jednego dnia, wbrew poleceniom rodziców, pierwszy raz złamała obowiązek powiadomienia o swojej sytuacji i nie odezwała się od tamtej pory. Wszystko wskazywało na to, że jej uroda i niewinność sprowadziły na nią nieszczęście. Oczywiście, wszystko również wskazywało na owych tajemniczych ludzi jako na podejrzanych, jednak obecnie były to jedynie spekulacje, nie pokryte żadnymi dowodami.

Każdy funkcjonariusz musiał charakteryzować się jedną cechą, której nie uczono na żadnych szkoleniach, a którą każdy musiał posiadać, jeśli chciał osiągać sukcesy. Była to intuicja. Ten tajemniczy głos w głowie, który szeptał, gdzie należy skierować swoją uwagę. Weterani zawodu byli znani z tego, że bezbłędnie podążali za tymi wskazówkami: amatorzy jednak musieli uczyć się tego poprzez doświadczenie. Młodego mężczyznę trudno było zaliczyć do którejś z tych grup: był wyjątkiem. Nie słyszał głosu w swojej głowie, zamiast tego raczej widział ścieżkę, którą powinien podążać do celu. Był teraz przekonany, że to właśnie Ci tajemniczy ludzie pomogą rozwikłać mu tajemnicę zniknięcia młodej dziewczyny. Do ogłoszenia poszukiwań pozostało nie więcej niż 12 godzin. Do tej pory musiał znaleźć wystarczające dowody, że wie, gdzie znajduje się ciało kobiety.

Wzdrygnął się na ta myśl. "Ciało" kobiety. Zanim właściwie rozpoczął śledztwo to już ją uśmiercił. Czuł się podle z tą myślą, a jeszcze podlej czując, że nie jest w stanie zaakceptować innej. Miał wrażenie, że kobieta nie żyje, i choć bardzo pragnął się mylić wiedział, za podpowiedzią tajemniczego głosu, że to prawda. Nie miał pojęcia dlaczego tak uparcie trzyma się tej myśli. Dlaczego nie jest w stanie myśleć pozytywnie. Dlaczego nie może wierzyć, że jest ona cała i zdrowa.

Może to właśnie ta intuicja?


Długi dzień powoli symbolizował swój koniec wschodzącym coraz wyżej księżycem. Na ulicach miasta senni, zmęczeni ludzie ustępowali miejsca pełnym energii, podekscytowanym miłośnikom nocnej rozrywki. Młody mężczyzna, który dumnie należał do tego drugiego grona, postanowił jednak dziś nie reprezentować swojej ideologi, a zamiast tego pozostać w domu. Dla niektórych mogłoby to być zrozumiałe, gdyby wiedzieli o jego wczorajszych dokonaniach. Ci sami mogliby na powrót popaść w zadumę wiedząc, co działo się w ciągu dnia. Hedu jednak nie przejmował się opiniami innych, ani teraz, ani nigdy wcześniej. A co najmniej starał się nie przejmować, co jednak budziło w nim potrzebę wyjścia na dwór i obniżenie swojej sprawności mózgowej, a co z tym idzie pamięci i uczuć, przy pomocy sprawdzonych metod. Kontrargumentem był tu jednak popularny kac.

Kac wyróżniany jest na dwa rodzaje. Fizyczny, spowodowany wypłukaniem minerałów i ścięciem białka w organizmie, jak i generalnym zmęczeniu. Pacjent powinien wtedy przyjąć dobrą dawkę środków odżywczych, mało tłuste, lecz bogate w witaminy i minerały śniadanie. Czy, w przypadku poważniejszych sytuacji, suty obiad. Drugim rodzajem kacu nazywany jest moralnym. Oznacza on wstyd i wyrzuty sumienia za to, co pacjent robił, mówił czy nawet i myślał. Zażenowanie swoim zachowaniem i chęć zapomnienia go często ironicznie woła o tą samą substancję, która to wywołała. Niestety, trudno jest połączyć te dwie metody i często pacjent musi wybierać pomiędzy wyleczeniem tylko jednego z podanych rodzajów kacu.

Pozostaje jeszcze dobrze znana metoda, będąca remedium na wszelkie problemy, coś, co mężczyzna w ciemnym, cichym i chłodnym domu właśnie miał zamiar wykonać. Stary rytuał każdego człowieka, który pomaga nawet w najgorszych sytuacjach, polegający na ciepłej kąpieli i mocnym śnie. Jako, że danego dnia była sobota, w następującą po niej niedzielę można było nie tylko spać spokojnie, ale również powrócić do bardziej przyziemnych metod kuracji. Odpoczynek więc zapowiadał się na udany. Niczym po dobrze spełnionym obowiązku.

Wchodząc do czystej, lecz dość dziwnie pachnącej wanny, znajdującej się w czystej, świeżo i starannie umytej łazience, mężczyzna nie czuł jednak spokoju. Targały nim dziwne uczucia, których nie zaznał wcześniej. Nie był to jednak strach czy nawet obawa, a raczej ciekawość, wręcz podniecenie. Mimo skomplikowanej budowy organizm człowieka to prosta konstrukcja, która specyficznie reaguje na nowe doznania, nie zawsze logicznie. Przeplatające się wspomnienia z burzą uczuć wywoływały w mężczyźnie wrażenie, które jednocześnie było pożądane, ale i niechciane.

Nie zastanawiając się jednak nad tym, mężczyzna postanowił się skupić na czymś innym.


Nawet nocne życie zawsze w końcu udaje się na spoczynek, pozwalając mroku i ciszy nocy zapaść nad swoim niedawnym terytorium. Każda doba wyróżnia się taką porą, gdzie odczuwa się wrażenie pustki i samotności, jakoby zagubiony obserwator był jedyna żywą istotą. I o ile są ludzie doceniający właśnie takie cechy, jak cisza, mrok czy samotność, jednak ich natężenie o danej porze wywoła dreszcze nawet i u nich. Tkwiąca w nas głęboko potrzeba przynależności do społeczeństwa i kontaktu z innymi rozpaczliwie woła o pomoc, gdy znajdzie się sama ze sobą w nieskończonej pustce. Nawet światła latarni czy nielicznych witryn sklepowych nie zaspokajają potrzeby towarzystwa, wzmagając jednocześnie poczucie odizolowania od bezpiecznej strefy grupy, a wręcz szydząc swoją obecnością. Siła człowieka leży jedynie w jego pozycji w społeczeństwie, jako jednostka jest on bezbronny i przerażony. Większość ludzi nie zwraca jednak na to uwagi, naturalnym zwyczajem śpiąc czy wykonując jakąś pracę o tej porze. Wyróżnia to człowieka od innych istot, z których niektóre własnie teraz budzą się, by zaspokoić swoje potrzeby. Nierzadko zaś okoliczności, w których się znaleźli, są ku temu sprzyjające.

Mężczyzna oddychał przez sen miarowo i spokojnie. Wchodząc w tą najgłębszą fazę snu, jego organizm i zdolności postrzegania bodźców całkowicie się wyciszyły, pozwalając sobie na odpoczynek. We własnym mieszkaniu, gdzie wyraźnie było widać na podstawie bałaganu i zapachu, kto jest tu panem, Hedu czuł się absolutnie bezpiecznie, mogąc zebrać siły i nastawienie na zbliżający się, cięższy okres. Było to jednak dość paradoksalne, gdyż sytuacja, na którą się zdecydował, miała pierwotnie przynieść mu ukojenie i utraconą swobodę. Niektóre problemy jednak nie powinny być nigdy nie rozwiązane.

Drzwi do łazienki uchyliły się, prawdopodobnie nie będąc wcześniej zamknięte. Mimo zamkniętych okien wentylacja najwyraźniej wytwarzała wystarczający ku temu zjawisku przeciąg. Na tle ciemnego pokoju, na jednej z ledwo oświetlanych poświatą latarni ścian widoczny był pewien kształt, mogący być opisany jako zamazany cień. Każdy obserwator z pewnością by się zgodził co do tej opinii, mimo że nie byłby w stanie wytłumaczyć, dlaczego akurat ten cień jest wyraźniejszy od innych. Skóra mężczyzny odczuła na sobie znajome uczucie wzroku innej postaci i rozpaczliwie zaczęła informować o tym fakcie resztę organizmu. Ten jednak, uśpiony i w stanie ograniczonej aktywności, nie tylko nie zwracał temu należytej uwagi, ale i wszelkie działania wykonywał z opóźnieniem i ociężałością.

Dlatego gdy mężczyzna obudził się i otworzył oczy, postać stała już tuż obok niego. Nim zrozumiał, w jakiej znalazł się sytuacji, usłyszał znajomy głos, który powiedział jedno słowo, które, jak dopiero teraz sobie uświadomił, zakorzeniło się głęboko w jego pamięci.

Dlaczego


placeholder

Klatka schodowa nie odstępowała pierwszym wrażeniem od bloku, jak i jego okolic. Podniszczona, ze względu na swój wiek mogła już nie pamiętać czasów PRL'u, i jedynie mały, nowoczesny placyk dla dzieci stanowił tchnienie współczesności. Stara farba poddawała się czasu, odstając ze ścian, a schody były wytarte i wręcz miękkie od lat eksploatacji. Dwóch mężczyzn ubranych w cywilne ubrania, rozglądając się dookoła, zbliżało się do wyznaczonego przez dochodzenie mieszkania. Zza szyb klatki schodowej wpadały promienie porannego słońca, uwidaczniając zaniedbanie i zużycie budynku. We wszelkich możliwych informacjach blokowiska te mogły szczycić się sławą "nieciekawych". Niskie koszty wynajmu i oddalenie od centrum sprawiało, że łatwo można było znaleźć tu "klientów" wspomnianych dwóch mężczyzn. Ci zaś, nie porozumiewając się niczym, poza skinieniem głową do siebie nawzajem, zapukali do drzwi, przed którymi się znaleźli.

Po przytłumionych, dobiegających po krótkiej chwili od zapukania krokach, usłyszeć można było szczęk otwieranego zamka. Mimo to, drzwi nie otworzyły się, a w ich futrynie nie stanął gospodarz, osoba która szczególnie w tym wszystkich interesowała policjantów. Mężczyźni postanowili spróbować wejść do środka. W mieszkaniu zastali oczekiwany nieład, śmierdzący zapach używek i generalne zaniedbanie. Na kanapie przy otwartym oknie siedział młody, długowłosy mężczyzna, którego można by było opisać tymi samymi słowami, co pokój w którym się znajdował. Do tego można by było jednak dodać kilka oryginalnych cech.

Pierwszą z nich, najwyraźniej odznaczającą się, była bladość twarzy i trzęsące się ręce, trzymające przy ustach papierosa. Doświadczeni funkcjonariusze od razu zwiększyli swoją czujność: znajomy zapach nielegalnej substancji, poddenerwowany, młody człowiek niedzielnego poranka, zaniedbane mieszkanie i nieciekawa okolica oznaczały zwykle jedną z dwóch rzeczy. Nowe problemy, albo rozwiązanie starych problemów. Jeden z funkcjonariuszy, chcąc określić, z którym scenariuszem mają doświadczenia, wyjmując odznakę powiedział:

— Dzień dobry. Mamy do pana kilka pytań. —


— Co o tym sądzisz? — Zapytał, zamykając za sobą drzwi, jeden z funkcjonariuszy. Rozmowa z podejrzanym zajęła im niecałe czterdzieści minut, ale ten krótki czas wystarczył na pozyskanie wielu cennych informacji. Nie chodziło jednak tyle co o słowa wypowiedziane przez mężczyznę w tamtym mieszkaniu, a raczej to, jak to robił. Mówiło to wiele więcej o człowieku niż jakiekolwiek zdania.

— Od razu damy mu wezwanie. —Odpowiedział drugi z funkcjonariuszy. Schodzili we dwóch po śliskich i zdradzieckich schodach klatki, od niechcenia spoglądając na liczne ślady wandalizmu czy zniszczenia naturalnego. Dziwnie pasujący do tej aparycji był przesłuchiwany przed chwilą. Równie brzydki, równie, nieadekwatnie do wieku, podniszczony, równie odstraszający nie tylko wyglądem, ale i samym faktem bycia. Najważniejszym tu jednak elementem była aura tajemniczości i kłamstwa, otaczające oba te obiekty. Tak jakby to co pokazują, było jedynie połowiczną prawdą, albo jedynie jej częścią. Ta charakterystyka była jednak o wiele ważniejsza w przypadku osób niż budynków.

— Nie o to pytałem, tylko o tą historyjkę. — Powiedział ponownie, zniecierpliwionym głosem, pierwszy funkcjonariusz. Obaj zbliżali się już do samochodu, ogrzewając swoje ciała w blasku słońca. Mieszkanie w którym przed chwilą byli było dosyć chłodne, jednak bez wiadomej przyczyny. Chłodne bądź niepokojące, ponieważ nie każdy i nie od razu potrafi odróżnić dreszcze zimna od dreszczów niepokoju. Policjanci są wytrenowani w ukrywaniu swoich uczuć, tym bardziej oddziały dochodzeniowe, lecz mimo to mężczyźni mieli problem z nieokazaniem ulgi po zakończeniu rozmowy w bloku.

— Naćpał się i tyle. Jedziemy do bazy, może uda nam się znaleźć tą dziewczynę. — Słowa te wstrząsnęły delikatnie funkcjonariuszami. Cała historia opowiedziana przez mężczyznę, obojętnie jak naiwna i banalna, pozostawiła jednak swój ślad na umyśle. Oczywiście ludzie takiego pokroju mają skłonności do opowiadania różnych opowieści, tym bardziej stróżom prawa, jednak w tym przypadku było to coś niepokojącego. Jakby źdźbło trawy tkwiące w tej fantazji było w rzeczywistości wielkim, kolczastym krzewem cierni.

— Może i tak, patrząc na to mięso które miał. Chyba tylko zawodowy ćpun może jeść coś takiego.—
W mieszkaniu mężczyźni zauważyli patelnię z dziwnie wyglądającym i pachnącym mięsem, które jakkolwiek nie interesujące, nie miało nic do śledztwa. Zadaniem dwóch funkcjonariuszy było upewnienie się, że dziewczyna jest cała i zdrowa. Dziwnego mięsa, zaginięcia kobiety, dziwnej opowieści o swoim śnie mężczyzny pozornie nic nie łączyło, i policjanci postanowili szukać innego, bardziej przyziemnego tropu. W ich głowach jednak pojawiła się mała myśl, ta z tych niezrozumiałych i od razu zapominanych. Tak jakby mózg i świadomość chciały nam udowodnić, jak dziwnymi i nieracjonalnymi obiektami potrafią być.

"Szkoda że ta opowieść to kłamstwo, proces o morderstwo z poszkodowanym jako głównym świadkiem byłby czymś interesującym."


Mężczyzna nie do końca rozumiał, gdzie się znajdował. Ciemny pokój, choć bijący znajomą aurą, nie napawał pewnością siebie. Bliżej nierozpoznawalne ściany, niemalże czarny od mroku sufit, podłoga… podłoga zaś, w kontraście do reszty, pokryta była jaskrawym, czerwonym i puchatym dywanem, pełnym pokręconych wzorów, skrętów i zawijasów nici, i oczywiście frędzli na skrajach. Cały pokój przypominał ten, w którym codziennie bywał Hedu, jednak to chyba właśnie dywan wywoływał tą znajomą aurę. Znów, paradoksalnie, gdyż mężczyzna nigdy nie widział go na oczy.

Dopiero teraz spostrzegł, że w tym pomieszczeniu nie jest sam. Stojąc przy jednej ze ścian, poczuł na przeciwległej, acz skąpanej w cieniu, czyjąś obecność. To nie do pomylenia wrażenie, że ktoś nas obserwuje, że czyjaś energia życiowa przy swojej emanacji odbija się od naszej, przeplatając się z nią i powodując emocjonalną niepewność. Tak było i w tym przypadku, Hedu poczuł narastający strach.

Dostrzegając, rzeczywiście, ruch wyczuwalnej, drugiej osoby, jego serce biło już w panicznym tempie, rozpaczliwie dostarczając jak najwięcej tak cennej krwi do organizmu, co już niedługo mogło być potrzebne. Nie sama niewiadoma powodowała tu strach, tylko raczej tajemnicza pewność, coś siedzącego głęboko w nim, co wręcz krzyczało o niebezpieczeństwie i niepewności. Nie wiedział czym dokładnie jest, ale czuł jak nigdy dotąd, że dzieje się coś złego.

Czując się niepewnie, stojąc blisko ściany, czując jej oddech i nienawistny chłód, postanowił zmierzyć się z zagrożeniem, robiąc krok naprzód. Ruch ciała sprowadził na niego ukojenie: nie czuł już, że jest bezbronny, zdany na łaskę niewiadomego. Mógł, choćby w małym stopniu, samemu decydować o swoim losie, i napawało go to nadzieją, odwagą. Jednakże zdawał sobie sprawę z kolejnych niebezpieczeństw, które to stawiało — gównie nieuchronną konfrontację z tym, co ukrywa się w mroku.

Ciało mężczyzny mimowolnie drgnęło, gdy zobaczył on opadający na miękki dywan kształt. Ludzki. Jednak co więcej, znajomy. Delikatna, jedwabista skóra, blond włosy, starannie uczesane i zadbane, chude i smukłe ciało. Znajoma nagość i chłód dłoni. Aura młodości, bijąca z kobiety niczym przed orgazmem. Agnieszka osuwała się na podłogę, trzymając bezwładnie ręce wzdłuż ciała. Kiedy upadała, Hedu nie mógł oderwać wzroku od olbrzymiej rany na szyi.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License