Oryginalne
ocena: 0+x

Praca w Fundacji jest niewdzięczna. Niebezpieczna, pyrrusowa, czasami okrutna. Pełno w niej przemocy, strachu czy rozpaczy.

Ciekawe jest, jak często ludzie to sobie powtarzają. Dlaczego z takim zaparciem wciąż powtarzają te kłamstwa? Może po prostu łatwiej jest stawić czoła codziennej prac, kiedy uważamy ją za paskudną. Lepiej się czujemy, bo dajemy radę wykonywać tak brutalny zawód? Być może.

Prawda o pracy w Fundacji jest zupełnie inna od poglądu na nią.

Personel badawczy zajmuje się tym, czym zajmowałby się w niemal każdej innej instytucji. Klepie w komputer, wypełnia papiery, dyskutuje o papierach i komputerach z sobie podobnymi. Wydaje się, że skoro pracuje nad anomaliami, to jego zawód będzie diametralnie różnił się od stereotypowego badacza. W rzeczywistości każdy naukowiec boryka się z nieznanymi problemami, gdzie coś nie jest takie, jak być powinno. Różnica w kamieniu spadającym w bok, a substancjami chemicznymi wykrywającymi nowotwór jest jedynie teoretyczna: w praktyce jest to ten sam, żmudny proces prób i błędów, liczenia i podstawiania. A jeżeli ktoś przejmuje się istnieniem anomalii to, no cóż, śmierć również istnieje, i nic na to nie poradzimy. W Fundacji nie ma miejsca na zamartwianie się tym, co jest niezmienne.

Nadzór nad eksperymentami jest tu jeszcze łatwiejszy. Rola sprowadza się do spisywania obserwacji i pilnowaniu, by operacja toczyła się zgodnie z planem. Owszem, wysyłamy tam ludzi na niebezpieczeństwo, nie raz śmiertelne, ale przecież połowa zawodów świata opiera się na czynieniu "zła", sobie jak i innym. ale nie każdy zawód polega na wypełnianiu dokumentów, tylko i wyłącznie.

Odnośnie kierowników programów badawczych czy nadzorców placówek, raczej nie da się tu nic powiedzieć. Gdyby ludzie na tamtych stanowiskach szukali pocieszenia, zmotywowania czy zrozumienia, z pewnością nie doszliby do obecnej pozycji.

Personel D należy do najszczęśliwszych ludzi w Fundacji. Osoby, które czekało stracenie lub beznadziejne życie, otrzymały nie tylko szansę przysłużenia się ludzkości i odkupienia swoich win, ale również możliwość odkrycia największych tajemnic tego świata. Jak wiele osób zmarło, nie znając odpowiedzi na pytania nurtujące ich całe życie? Pracownicy klasy D otrzymali największy dar, a do tego zostali za to wynagrodzeni.
Co zaś do wolontariuszy, otrzymują dokładnie to, czego pragnęli. Wolontariat personelu D to bodajże jedyni ludzie w Fundacji, którzy posiadają przywilej powiedzenia: jest tak, jak chciałem.

To, że nie zdają sobie sprawy z tego nie zmienia faktów.

Strażnicy również nie znajdą różnicy w danej służbie, podobnie jak w dowolnym innym zakładzie pracy, tak i tutaj, pilnują dostępu do danej rzeczy przed osobami nieautoryzowanymi. Wszystko co mają robić, do wpuszczać odpowiednich, a odprawiać nieodpowiednich. W przypadku sytuacji konfliktowych od tego jest służba reagowania.

Służba reagowania zaś to pierwsza tu wymieniona jednostka, która rzeczywiście może nie mieć najprzyjemniejszej pracy. Ale są oni do danego zadania ściśle przygotowani i wytrenowani. Nie oszukujmy się jednak, większość ich dni służby polega na czekaniu w pogotowiu, faktyczne akcje to prawdziwa rzadkość.

Podobnie ma się sprawa z MFO. Jako wysocy rangą specjaliści, ich zadania są wysoce sprecyzowane. Jadą w dane miejsce i nie robią nic, co jest dla nich niespodziewane. Można być pod wrażeniem ich odwagi, umiejętności i skuteczności. Podobnie można być pod wrażeniem hydraulika naprawiającego cieknący kran. W obydwóch przypadkach mamy specjalistów.

Siły zabezpieczania, personel techniczny, medyczny, kogokolwiek bym tutaj wymienił mógłby go opisać dokładnie tak, jak zwykłego pracownika w zwykłym świecie, i nie pomyliłbym się.

Jest jednak pewien wyjątek.

Jest grupa ludzi, która jest wysyłana do zadań, do których nie istnieją specjaliści. Zajmują się tym, czym inni nie są w stanie. Są praktycznie od wszystkiego, ale i od niczego. To agenci terenowi.

W przypadku identyfikacji nietypowej anomalii, to oni się nią zajmują. Gdy brakuje wyszkolonego personelu na danym miejscu, oni wchodzą na scenę. Gdy potrzeba wykonać zadanie, które jest unikatowe, nietypowe i gwałtowne, oni są do niego wysyłani.

Gdybym miał ich określić, sklasyfikować tak jak to robiłem wyżej, jedyne co bym mógł powiedzieć to zapychanie dziur w personelu. Robią to, czego nikt nie potrafi. Nawet oni. Po prostu są przygotowani doświadczeniem, improwizacją i chłodnym myśleniem.

Mimo to nie są traktowani jako specjalne oddziały. Jako ktoś, kogo umiejętności i pozycja stawia ich na wyższej pozycji. Traktowani są jako rezerwa, ktoś, kto zastępuje nieobecnych.

Do czego zmierzam?

Fałszywa wizja świata może być dla niektórych prawdą.

Agent terenowy Brodzik

[[/tab]]
O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License