Opowieści z pułapki komputera

Siedzę w swojej celi, nudzę się jak co wieczór słyszę rozmowy strażników. Naglę przestają rozmawiać, otwierają się moje drzwi i mówią że mam wyjść, bo jak nie to oni sami mnie wyciągną. Więc idę po drodze biorą jeszcze jednego a mi dają defiblyrator i mówią jak do używać. Trochę dziwnie bo po co mi on.
Chłopak ma na koszuli napisane D-2254, pytam jak mam się do niego zwracać a on mówi żebym… nie ważne… Idziemy tak korytarzami są jacyś goście w białych kitlach, patrzą na nas z pogardą. W końcu docieramy do jakiś drzwi na nimi są jakieś cyfry i napis SCP-PL-003. Strażnicy i frajer w białym kitlu wchodzą do innego pokoju. Ten koleś co był ze obok mnie w celi sięga po jakąś kartkę która leży na stolę, chwilę czyta i ją gniecie. po chwili strażnik mówi przez mikrofon że albo wykona to zadanie albo pożałujemy. Ten koleś mówi żeby spierdalał, naglę otwierają się drzwi wchodzi strażnik nic nie mówi od razu strzela do niego. Myślałem że mnie też zabije ale tylko dał mi mopa. a sam wziął
jego ciało i kazał mi posprzątać.
Posprzątałem, otwierają się drzwi, już myślałem że teraz mnie zabiją ale wchodzi inny też ubrany jak ja, ale ma inny numer D-0344. Czyta tą kartkę i wykonuję to co jest na niej napisane załącza plik o nazwie "Atreusz.exe" po czym momentalnie zasypia, tak jakoś dziwnie, inaczej. Próbuję go obudzić ale to nic nie daję krzyczę do niego, ale nic, nawet się nie ruszył. Po chwili mówi doktor że to normalne i mam się nie bać.
Patrzę na strażnika słychać jakiś alarm, krzyki, w radiu tego strażnika. Światło gaśnie i wszędzie słychać ten jebany alarm.Patrzę an komputer widzę taką twarz zdeformowaną, cyfrową. Doktorek ucieka pierwszy za nim ten strażnik, krzyki się natężają i słychać strzały, i wybuchy. Próbuję obudzić kolegę ale nie da się wychodzę na korytarz słyszę coraz głośniejszy krzyk. Jakieś pięć metrów ode mnie wylatują drzwi z zawiasów i biegnie taki stwór z długimi rękoma, strasznie wychudzony wyrywa kolejne drzwi. Krzyk jak by kogoś rozrywali na części.
Po chwili cisza, spokój, idę w przeciwnym kierunku niż to coś, cały korytarz jest we krwi. Spotykam naukowca, proszę go o pomoc lecz on celuję do mnie z broni. Mówię aby nie szedł w tamtym kierunku bo tam coś jest… Nie posłuchał mnie. Znowu słychać krzyk i głośne prośby o pomoc.

Po chwili spokój, naglę alarm zostaję wyłączony, ktoś mówi przez megafon, "Zostały naruszone procedury bezpieczeństwa, na poziomie LC2, cały personel powinien się zgłosić do schronu ewakuacyjnego lub jakiego kolwiek innego bezpiecznego miejsca." Nie wiem co się dzieje idę dalej korytarzem widzę doktorka martwego na ziemi coś wystaję mu z kieszeni, podnoszę, to karta na niej napis "Secure Access Card Level 1." Podchodzę do drzwi i przykładam kartę, otworzyły się, wchodzę do pomieszczenia podchodzę do biurka.
Na biurku leżą jakieś akta z podpisem SCP-096, zaczynam czytać opis, po chwili uświadamiam sobie że to co tam biegło to właśnie on 096. Biorę jedną kartkę zkładam kartkę na cztery części i chowam za pas. Idę dalej korytarzem napotykam ścianę, innej drogi nie ma czytam jeszcze raz opis aby mieć pewność że na pewno chodzi o to że nie mogę na niego patrzeć. Dobra, patrzę się w podłogę podchodzę do drzwi szukam panelu dotykowego, i otwieram drzwi. Zamykam je za sobą nie patrząc, udało się przeżyć "jest dobrze" myślę sobie. Idę dalej po drodze znajduję schody. Schodzę w dół patrząc przez szybę widzę jak na samym środku pokoju stoi rakieta, idę dalej do panelu sterowania chwile oglądam go zdumiony. Znajduję kolejne akta z podpisem "Alpha Warhead Detonation Procedure" Otwieram akta zaczynam czytać, po chwili przestaję słyszę czyjeś kroki otwiera przypadkowe drzwi od schowka i chowam się w nim. słyszę jakieś głosy po chwili ta osoba odchodzi. Emocję opadły, wychodzę z kanciapy. Podchodzę do panelu już nie świeci, na monitorach napis "deactivation". Znowu jakiś ryk głośny słyszę strzały z ciężkich karabinów. Ryk był bardzo głośny jednocześnie bardzo przytłumiony więc wiem że nie muszę się aż tak bać po chwili spoglądam na drzwi, są zamknięte używam swojej karty nie działa, z spoglądam przez okno na rakietę podchodzę pod okno nie jest tak wysoko można rozbić szybę. Czekam jeszcze chwilę tak aby mieć pewność że nikt nie będzie wiedzieć że tu jestem zaczynam rozbijać szybę uderzam krzesłem raz, drugi, trzeci, nic rzucam krzesłem z rozbiegu krzesło się odbiło trafiło mnie w głowę. Kręci mi się w głowie, robi mi się słabo siadam na ziemi i dalej nic nie pamiętam…

Budzę się nie wiem ile byłem nieprzytomny przy drzwiach stoi strażnik patrzy czy nikt nie idzie nie. Nie umiem się podnieść, strażnik się odwrócił, celuję do mnie z karabinu zadaje mi pytania. Nie odpowiadam, zamyka wychodzi przez drzwi. Za drzwiami melduję przez radio.
- "Najprawdopodobniej mamy SCP-049-2 w sterowni warhead alpcha"
- "Niemożliwe cela SCP-049 nie została sforsowana, jaki członek personelu jest SCP-049-2"
- "Klasa D"
- "Rozstrzelać"
Strażnik wchodzi do sterowni od razu mnie uderzył i powalił czołgam się pod ścianę, celuję do mnie myślałem że to koniec słychać tylko że ktoś idzie po schodach jak by miał metalowe podeszwy. Strażnik się cofa do przeciwległej ściany podchodzę do niego. Słychać niewyraźny głos "Kto tam jest" strażnik mnie popycha za drzwi. Dwaj żołnierze w maskach gazowych.
- "To klasa D, nie strzelaj, będzie nam potrzebny"
- "Zrozumiano"
Nagle za moich pleców wyłania się strażnik, strzela chowając się za mną zabija ich podchodzę do nich klękam przy ich ciałach sprawdzam puls. Patrzę strażnik tylko celuję i strzela dostałem w udo schowałem się pod schody, strażnik zaczyna meldować na radiu i odchodzi. Uciskam ranę jedną ręką przeszukuję żołnierza podnoszę jego pas i szukam apteczki, nie ma czołgam się po ziemi do drugiego. on miał tylko bandaż. Zatamowałem krwotok. Pięć minut potem słychać strzał z samej góry schodów po czym słychać uderzenia o poręcz spadł pistolet. Odpoczywam piętnaście minut i próbuje wstać. Ból jest straszny ale muszę wytrzymać nie chce skończyć jak żołnierze. Idę po schodach na czworaka zatrzymując się na każdym półpiętrze. Wchodząc na górę spotykam żołnierzy podchodzą do mnie pytają się mnie co się stało opowiadam im. Po chwili jeden z nich zbiega na sam dół i wraca mówi że obydwaj nie żyją przynosi ze sobą tylko pistolet daje mi go i mówi że mam iść z nimi albo mnie zastrzeli. Idę dalej korytarzem spotykam strażnika który do mnie strzelił leży na ziemi, a z głowy leci mu krew. "Kurwo" krzyczę i kopię go w głowę z całej siły, przewracam się i noga znowu mnie zaczyna boleć. Jeden ze żołnierzy mówi abym był cicho bo w innych pomieszczeniach jest personel w fundacji. Dał mi ostatnią szanse. idąc korytarzem znajdujemy pomieszczenie ochrony żołnierz podchodzi patrzy przez kamery. Po chwili sięga po radio melduję o pozycji ochroniarzy i innych rzeczy.
Idziemy przez kolejne puste korytarze. Nikt nic nie mówi. Czasem słychać krzyki, strzały i niepokojące dźwięki. Idziemy przez korytarze otwieramy kolejne drzwi

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License